Filozofia klasyczna na KUL-ukolekcja

Filozofia i historia. Stefana Swieżawskiego pogląd na sens i cel historii filozofii

Stefan Swieżawski nazywał sam siebie uczniem św. Tomasza. Twierdził, że Akwinata był najbardziej metafizycznym myślicielem Zachodu i jemu to należy się wyróżniona pozycja w dziejach filozofii, gdy chodzi o refleksję filozoficzną nad najgłębszą strukturą rzeczywistości. Ale – i jest to bardzo ważne „ale” – ten tak zwany „kurs na Tomasza”, z którym Swieżawski niewątpliwie sympatyzował, nie oznaczał wszakże w jego przypadku propagowania „sytemu tomistycznego” lub patrzenia na św. Tomasza jak na autorytet, któremu należy się bezwzględny posłuch Profesor – jak wielokrotnie podkreślali to jego najbliżsi uczniowie – pomimo głębokiego przywiązania do myśli Akwinaty, „pozostawał zawsze na zewnątrz kierunku odnowienia tomizmu, który nosił nazwę «neotomizmu»”, i był „daleki nie tylko założeniom metodologicznym neotomistów, lecz również ich nazbyt ideologicznej postawie”. Jeśli wzywał do powrotu do filozofii św. Tomasza, to czynił to w przekonaniu, że gdy spojrzy się na jego doktrynę, ale nie tak, jak ujmowali ją tomiści, czyniąc z niej narzędzie walki ideologicznej, lecz tak, jak została ona wyrażona w jego pismach, to ujrzy się, że sposób myślenia św. Tomasza jest autentycznym i wielkim osiągnięciem filozoficznym, z tych względów ma wartość nieprzemijającą, aktualną również dla nas w chwili obecnej Długie życie profesora Stefana Swieżawskiego upłynęło na niezwykle wytężonej pracy. Jego dorobek naukowy jest ogromny. Obejmuje ponad 300 publikacji, w tym 20 książek. Szczególne miejsce przysługuje pracom z zakresu historii filozofii: książce Zagadnienie historii filozofii, która jest sumarycznym zbiorem wiadomości na temat historiografii filozofii, oraz książkom o charakterze stricte historycznofilozoficznym: Dziejom filozofii europejskiej w XV wieku (osiem tomów), Dziejom europejskiej filozofii klasycznej, a także szeregowi prac dotyczących pośrednio lub bezpośrednio myśli św. Tomasza z Akwinu.

Niniejsza monografia poświęcona jest przede wszystkim tym pracom. Ma na celu zdanie sprawy z jednej strony z poglądu Swieżawskiego na historię filozofii, z drugiej zaś z jego najważniejszych osiągnięć na polu historiografii filozofii. Należy tu jednak od razu skonstatować następujący fakt. Wypracowana przez Swieżawskiego koncepcja historii filozofii jest treściowo bardzo rozległa. Obejmuje długą listę zagadnień, poczynając od pytań, czy przedmiotem badań historii filozofii ma być tylko to, co w poszczególnych okresach nazywano filozofią, czy też zespół problemów, które dzisiaj są określane jako filozoficzne, poprzez pytania, czy historia filozofii jest wyłącznie nauką historyczną, czy też jest również jedną z dyscyplin filozoficznych, a kończąc na pytaniach na temat tego, jaką trzeba mieć koncepcję filozofii, jakimi sprawnościami dysponować i jakim zasadom metodologicznym się podporządkować, żeby odpowiedzialnie uprawiać historię filozofii Wymienione pytania stanowią trzon problemowy niniejszej książki.

Nakładem Wydawnictwa KUL ukazała się praca prof. Przemysława Guta pt. Filozofia i historia. Stefana Swieżawskiego pogląd na sens i cel historii filozofii.

  • Autor: Przemysław Gut
  • Tytuł: Filozofia i historia. Stefana Swieżawskiego pogląd na sens i cel historii filozofii
  • ISBN: 978-83-8061-931-9
  • Strony: 282
  • Wydawnictwo KUL, Lublin 2021

 


Spis treści

 

Wprowadzenie    |    9

  1. Życie |    16
  2. Źródła i wzorce |    32

Rozdział I Koncepcja filozofii    |    45

  1. Wstęp |    45
  2. Wybór |    46
  3. Aporetyczność |    56
  4. Realizm |    61
  5. Kontemplacja |    67
  6. Autonomia – filozofia chrześcijańska   |    71
  7. Filary |  78
    • Metafizyka    |    80
    • Antropologia    |    87

Rozdział II Koncepcja historii filozofii    |   95

  1. Wstęp   |   95
  2. Historia i nauki historyczne |    96
  3. Koncepcje historii filozofii, które |   Swieżawski odrzucał    |   106
  4. Filozoficzna historia filozofii – etapy    |   119
  5. Funkcja historii filozofii w twórczości filozoficznej  |   132
  6. Metodologia historii filozofii  |   136
  7. Sprawności historyka filozofii   |   145
  8. Filozofia historii – historiozofia   |   150
  9. Problematyka filozofii dziejów   |   155
  10. Filozofia historii filozofi   |   159
    Philosophia perennis    |   163

Rozdział III. Najważniejsze osiągnięcia historycznofilozoficzne    |   167

  1. Wstęp |   167
  2. Św. Tomasz i tomizm |   169
    • Traktat o człowieku    |   175
    • Na nowo odczytany    |   178
  1. Dzieje europejskiej filozofii klasycznej |   195
  2. Filozofia europejska XV wieku |   206
  3. Ocena filozofii nowożytnej i współczesnej |   232

Zakończenie    |   237

Appendix   |   239

Bibliografia    |   245

Bibliografia prac Stefana Swieżawskiego   |   251

 

 


Wprowadzenie

 

Wielkim przymiotem profesora Stefana Swieżawskiego było to, że potrafił, jak chyba nikt inny, pogodzić pracę naukowo-badawczą z pracą nauczycielską, którą traktował – jak pisał – „za cząstkę swoistej pracy misyjnej”. Pozwoliło mu to stworzyć oryginalną koncepcję myślenia historycznofilozoficznego ściśle powiązaną z interesującym stylem filozofowania, różnym od tego, jaki w jego czasach proponowały szkoła lwowsko-warszawska czy fenomenologia, a po roku 1948 marksizm, i jednocześnie wykształcić cały zastęp wybitnych historyków filozofii – „prawdziwych łączników, jak ich nazywał, między przeszłością i współczesnością”[1] – pracujących w kilku zespołach o poważnym dorobku naukowym. W pewnym momencie nieomal wszyscy uczeni polscy pracujący w mediewistyce filozoficznej uczęszczali na seminarium prowadzone przez Swieżawskiego

W jednym z tekstów pisał, że jeżeli „o mojej filozofii mogę powiedzieć, że na płaszczyźnie przednaukowej urzeczywistniałem ją przez całe moje świadome życie, a w postaci naukowej jedynie sporadycznie i na małych odcinkach, to mogę zarazem śmiało twierdzić, że bardzo dużo mego wysiłku duchowego poświęciłem uprawie historii filozofii”[2]. To stwierdzenie dobrze oddaje naczelne zamierzenie Swieżawskiego. Cel główny swojej działalności zarówno pisarskiej, jak i dydaktycznej widział nie tyle w tworzeniu nowatorskich idei, które byłyby przejawem nowych możliwości w filozoficznym myśleniu, ile przede wszystkim w staniu na straży źródeł filozofii, aby nie wyschły, aby ich barbarzyńsko nie zasypano i aby ich wody mogły nadal zasilać strumienie naszych twórczych osiągnięć[3].

Z tą postawą „straży przy źródłach” szedł w parze ogólny pogląd Swieżawskiego o niezbędności w filozofii myślenia historycznego. Często powtarzał, że człowiek ma nie tylko naturę, lecz także historię i że nie da się go zrozumieć „z samej tylko istoty” z pominięciem jakiejkolwiek historycznej perspektywy. Stąd dziejowość bytu ludzkiego, oprócz jego stałej natury, jest kluczowym aspektem, którego nie można nie uwzględnić przy analizie właściwych racji uprawiania refleksji filozoficznej. Dziejowość jest bowiem wymiarem ludzkiego istnienia, od którego człowiek nie może się uwolnić, zaś świadomość przeszłości jest realnym czynnikiem konstytuującym byt ludzki Stąd aby dojść do właściwego poznania człowieka i jego wytworów, zasadnicze znaczenie ma również gruntowna znajomość jego dziejów. Historia, w tym zwłaszcza historia filozofii – jak utrzymywał Swieżawski – jako dyscyplina naukowa, opierająca się na analizie źródeł, jest właśnie próbą systematycznego zrozumienia człowieka i jego twórczości w dziejach. Nauki historyczne zwielokrotniają nasze doświadczenie. Pozwalają niejako eksperymentalnie sprawdzić, jakie konsekwencje wynikają z pewnych postaw wyjściowych. Skoro człowiek to również istota dziejowa, musi myśleć historycznie, przeprowadzać namysł nad całością dziejów ludzkich, żeby odkryć sens swojego istnienia i twórczo nim kierować Historia jest nie tylko elementem poszerzającym naszą świadomość przeszłości, lecz także, a może nade wszystko, kategorią pozwalającą zrozumieć i poznać współczesność. Zanurzenie w dziejach nie jest zatem rezygnacją z trudnych problemów, dziś aktualnych, i nie jest wcale równoważne z odrzuceniem własnego myślenia lub ucieczką od teraźniejszości; przeciwnie – wynika z głębokiej troski o współczesność i przyszłość całej ludzkiej kultury.

Inną charakterystyczną cechę poglądów Swieżawskiego na temat natury filozofii określić można jako „postawę teoretycznej czystości”. Swieżawski wierzył, że największą siłą filozofii jest teoretyczna wiedza mądrościowa (kontemplacja) i że logosowi należy się prymat w stosunku do ethosu. To bynajmniej nie miało oznaczać, że filozofię należy uprawiać w całkowitej izolacji od zadań praktycznych. Chodziło mu o to jedynie, że sytuacje praktyczne nie powinny mieć wpływu na naturę filozofowania i ocenę jej wyników. Racji rozwoju filozofii i kryteriów jej wartości należy szukać w samej teorii. W tym względzie stał Swieżawski w opozycji wobec wielu inicjatyw poszerzania procesu filozofowania lub jego oceny o wymiar praktyczny: etyczny lub sakralny. Taką próbę na gruncie filozofii polskiej podjął przede wszystkim ks. Józef Tischner, który utrzymywał, że myślenie filozoficzne należy mierzyć nie tyle prawdziwością rozumianą czysto przedmiotowo, co raczej zaangażowaniem w ludzkie cierpienie, ponieważ filozofia nie może funkcjonować niezależnie od sfery konkretnego życia i pozostawać niewrażliwa na „biedy tego świata”[4]. Swieżawski natomiast był zdania, że filozofia to przede wszystkim czysto intelektualne rozpatrywanie rzeczywistości, i że „jedynym kryterium wartości jej osiągnięć jest prawdziwość”[5]. Genezy tej postawy dopatrywać się można w różnych fragmentach doświadczeń Swieżawskiego. Być może częściowy wpływ miały jego doświadczenia ideologii komunistycznej albo jego badania historycznofilozoficzne, zwłaszcza nad dziejami instrumentalizacji tomizmu, a być może odpowiednie odczytanie ewangelicznego przesłania, że to prawda wyzwala ostatecznie. Jedno wszakże jest pewne. Swieżawski sądził, że wyłącznie taka koncepcja filozofii, której sercem jest philosophia contemplativa, stanowi jedyny skuteczny sposób uniknięcia jakiejkolwiek ideologizacji filozofii. Co więcej, uprawianie filozofii tylko wówczas okaże się w pełni użyteczne dla celów praktycznych, gdy zorientowane będzie wyłącznie na odnajdywanie prawdy i na ukazywanie jej innym.

Swieżawski był człowiekiem o wyjątkowo głębokiej religijności. Wiara, jak ujął to Karol Tarnowski, była dla niego podstawowym sposobem istnienia, modus existentiae i źródłem „wiedzy” najgłębszej[6]. Pomimo to, opracowując i uzasadniając swoją koncepcję filozofii, starał się zachowywać programowy dystans wobec typowej dla myślicieli chrześcijańskich postawy: patrzenia na filozofię pod kątem jej przydatności lub szkodliwości dla wiary. Cała twórczość Swieżawskiego przesiąknięta jest przekonaniem, że filozofia jest z istoty swej sprawą akonfesyjną, a jej walor zależy nie tyle od sacrum, co od tkwiącej w niej refleksji nad bytem, czyli metafizyki. To ten dział – utrzymywał – promieniujący na wszystkie inne dyscypliny filozofii jest rdzeniem filozofii i to od stopnia jego wartości uzależniona jest w ostatecznym rozrachunku wartość całej filozofii[7].

Swieżawski nazywał sam siebie uczniem św. Tomasza. Twierdził, że Akwinata był najbardziej metafizycznym myślicielem Zachodu i jemu to należy się wyróżniona pozycja w dziejach filozofii, gdy chodzi o refleksję filozoficzną nad najgłębszą strukturą rzeczywistości Ale – i jest to bardzo ważne „ale” – ten tak zwany „kurs na Tomasza”, z którym Swieżawski niewątpliwie sympatyzował, nie oznaczał wszakże w jego przypadku propagowania „sytemu tomistycznego” lub patrzenia na św. Tomasza jak na autorytet, któremu należy się bezwzględny posłuch Profesor – jak wielokrotnie podkreślali to jego najbliżsi uczniowie – pomimo głębokiego przywiązania do myśli Akwinaty, „pozostawał zawsze na zewnątrz kierunku odnowienia tomizmu, który nosił nazwę «neotomizmu»”, i był „daleki nie tylko założeniom metodologicznym neotomistów, lecz również ich nazbyt ideologicznej postawie”[8]. Jeśli wzywał do powrotu do filozofii św. Tomasza, to czynił to w przekonaniu, że gdy spojrzy się na jego doktrynę, ale nie tak, jak ujmowali ją tomiści, czyniąc z niej narzędzie walki ideologicznej, lecz tak, jak została ona wyrażona w jego pismach, to ujrzy się, że sposób myślenia św. Tomasza jest autentycznym i wielkim osiągnięciem filozoficznym, z tych względów ma wartość nieprzemijającą, aktualną również dla nas w chwili obecnej Długie życie profesora Stefana Swieżawskiego upłynęło na niezwykle wytężonej pracy. Jego dorobek naukowy jest ogromny. Obejmuje ponad 300 publikacji, w tym 20 książek. Szczególne miejsce przysługuje pracom z zakresu historii filozofii: książce Zagadnienie historii filozofii, która jest sumarycznym zbiorem wiadomości na temat historiografii filozofii, oraz książkom o charakterze stricte historycznofilozoficznym: Dziejom filozofii europejskiej w XV wieku (osiem tomów), Dziejom europejskiej filozofii klasycznej, a także szeregowi prac dotyczących pośrednio lub bezpośrednio myśli św. Tomasza z Akwinu.

Niniejsza monografia poświęcona jest przede wszystkim tym pracom. Ma na celu zdanie sprawy z jednej strony z poglądu Swieżawskiego na historię filozofii, z drugiej zaś z jego najważniejszych osiągnięć na polu historiografii filozofii. Należy tu jednak od razu skonstatować następujący fakt. Wypracowana przez Swieżawskiego koncepcja historii filozofii jest treściowo bardzo rozległa. Obejmuje długą listę zagadnień, poczynając od pytań, czy przedmiotem badań historii filozofii ma być tylko to, co w poszczególnych okresach nazywano filozofią, czy też zespół problemów, które dzisiaj są określane jako filozoficzne, poprzez pytania, czy historia filozofii jest wyłącznie nauką historyczną, czy też jest również jedną z dyscyplin filozoficznych, a kończąc na pytaniach na temat tego, jaką trzeba mieć koncepcję filozofii, jakimi sprawnościami dysponować i jakim zasadom metodologicznym się podporządkować, żeby odpowiedzialnie uprawiać historię filozofii Wymienione pytania stanowią trzon problemowy niniejszej książki. Zajmują one też bardzo ważne miejsce w rozważaniach Swieżawskiego nad naturą historii filozofii. Ich analizie Swieżawski poświęcił szereg prac, w tym wspomnianą wyżej olbrzymią, bo liczącą 900 stron, książkę Zagadnienie historii filozofii opublikowaną w 1966 roku.

Książka Zagadnienie historii filozofii jest pracą wyjątkową. Pomimo tego, że dotyczy metodologii historii filozofii, jest to być może najbardziej filozoficzna i jednocześnie najbardziej osobista książka w dorobku profesora Stefana Swieżawskiego. W wywiadzie z Anną Korań-Ostrowską Swieżawski mówił, że około pięćdziesiątego roku życia coraz silniej zaczęły nurtować go pytania o to: „Jaki jest sens tego, że […] wszystkie moje wysiłki kieruję w stronę dydaktyki i pracy pisarskiej? Dlaczego ja zajmuję się historią filozofii? [.] I po co ta historia filozofii? To była racja – dopowiadał – napisania książki Zagadnienie historii filozofii”[9]. Książka Zagadnienie historii filozofii jest próbą całościowego ujęcia metodologicznego problemu historii filozofii jako dziedziny badań naukowych. Wskazuje ona na to, czym jest historia filozofii w perspektywie określonej koncepcji filozofii i zarazem określonego poglądu na nauki historyczne w ogóle oraz jaka rola w całości badań naukowych, w szczególności wśród dyscyplin filozoficznych, przypada historii filozofii. Jest to praca z wielu powodów pionierska. Po pierwsze, ze względu na zakres podjętej w niej problematyki. Po drugie, ze względu na wskazanie oryginalnych perspektyw badawczych dla prac z zakresu historii filozofii. Jej główna teza brzmi: historia filozofii ma nie tylko kluczowe znaczenie, gdy chodzi o formację umysłową filozofa i jest niezbędna nie tylko do tego, by zgłębić i zrozumieć problematykę filozofii; historyczna strona filozofii jest nade wszystko potrzebna dlatego, że jest jedynym środkiem twórczego i konstruktywnego filozofowania. Z jednej strony „chroni filozofującego zarówno przed niebezpieczeństwem skrajnego relatywizmu, jak i przed zamrażającym wszelką filozofię absolutyzmem dogmatyzmu filozoficznego”[10]; z drugiej strony, uczy go niejako „laboratoryjnie” na odpowiednio opracowanym materiale historycznym, do jakich następstw mogą prowadzić pewne podstawowe założenia filozoficzne[11].

Swieżawski zarówno w filozofii, jak i na terenie badań historycznofilozoficznych był zdecydowanym wrogiem jednostronności. Był w opozycji nie tylko do czysto faktograficznej historii filozofii czy historii filozofii traktowanej wyłącznie jako jeden z aspektów historii kultury, ale także do historii filozofii skupionej wyłącznie na krytycznej rekonstrukcji poglądów minionych filozofów. Nieustannie podkreślał, że historiografia filozofii ma trojakie oblicze: jedno – filozoficzne, dlatego każde studium dziejów filozofii ma być nauką filozoficzną, tj. opierać się na znajomości filozofii i jej zagadnień; drugie – historyczne, dlatego każde studium dziejów filozofii ma być nauką historyczną, tj. spełniać wymogi, które obowiązują wszelkie rzetelne badania historyczne; trzecie – filologiczne, dlatego każde studium z dziejów filozofii musi się opierać na wiernym przekładzie. Każdy z tych trzech aspektów jest równie ważny. Jednego nie można przedkładać nad pozostałe. Poprawna historiografia filozofii musi bowiem utrzymywać stale równowagę tych trzech aspektów. Tylko tak historyk filozofii może uniknąć wzajemnych uprzedzeń, istniejących między filologami, historykami i filozofami, i w ten sposób ustrzec się przed jednostronnością Niniejsza książka została podzielona na trzy rozdziały. Pierwszy z nich dotyczy wypracowanej przez Swieżawskiego koncepcji filozofii, która kryje się za większością tez przyjmowanych przez niego na polu historiografii i historiozofii filozofii. Podstawowym obowiązkiem historyka filozofii – jak wiele razy podkreślał Swieżawski – jest ujawnienie własnej koncepcji filozofii, którą każdy badacz dziejów filozofii mieć musi i bez której dziejopisarstwo filozoficzne traci swój właściwy sens i swoją powagę: autentycznym historykiem filozofii może być bowiem tylko historyk, który posiada odpowiednią koncepcję filozofii. Rozdział drugi wydobywa z kolei poglądy Swieżawskiego na przedmiot, funkcję, zasięg i metodę historii filozofii. Natomiast zasadniczym zadaniem rozdziału trzeciego jest ukazanie głównych osiągnięć Swieżawskiego w zakresie badań nad historią filozofii starożytnej, średniowiecznej oraz nowożytnej, ze szczególnym uwzględnieniem historii filozofii XV wieku i badań nad św. Tomaszem.

W prezentacji poglądów Swieżawskiego na filozofię i jej historię został uwzględniony okres jego działalności filozoficznej trwający od roku 1932 aż do prac opublikowanych w roku 2004. Stanowisko filozoficzne Swieżawskiego znamionuje w całej jego działalności badawczo-naukowej i eseistycznej duża stałość oraz konsekwencja poglądów. Z tego powodu wydawało się słuszne omawianie poglądów autora Bytu w sposób syntetyczny. Tworzą one – pomimo tego, że da się w nich wyróżnić okresy bardziej filozoficzne i bardziej historycznofilozoficzne, a następnie bardziej metafizyczne i bardziej antropologiczne – pewną zwartą całość myślową, zdeterminowaną podobnym spojrzeniem na podstawowe kwestie filozoficzne[12].

W każdym rozdziale niniejszej książki, w różnym zakresie, obecne są uwagi na temat ograniczeń głoszonych przez Swieżawskiego poglądów. Sporo zastanawiałem się, jak ukazać opozycję i krytykę, z jaką spotykały się w polskim piśmiennictwie filozoficznym ustalenia Swieżawskiego. Zdaję sobie sprawę, że do oceny osiągnięć filozoficznych niezbędny jest dystans czasowy. Nicolai Hartmann – jeden z ważnych dla Swieżawskiego autorów utrzymywał, że do oceny jakiejś zaistniałej filozofii wymagany jest okres obejmujący życie trzech lub czterech pokoleń. Dopiero z tej perspektywy można zrozumieć i ocenić trafność zdobyczy badanej filozofii i odpowiedzialnie ustalić, co należy przyjąć i pozostawić z jej dorobku, a co uznać za pomyłkę i pominąć[13]. Ale, jak pisał następca Swieżawskiego w Katedrze Historii Filozofii Nowożytnej KUL Jan Czerkawski, historyk filozofii, nawet jeśli nie ma tej odpowiedniej perspektywy, która pozwoliłaby mu w pełni uczynić zadość rzymskiej maksymie suum cuique, „nie może jednak nie podjąć próby zrozumienia tego, w czym sam uczestniczy, zachowując świadomość związanych z tym trudności”[14].

Zanim przejdę do realizacji planu książki, kilka stron poświęcę na biografię i źródła. Jak pisał sam Swieżawski, biografia nie jest co prawda w ścisłym sensie przedmiotem badań historyka filozofii, niemniej jednak „tematyka filozoficzna jawi się zawsze w przemyśleniach i działaniach konkretnych ludzi, a ci ludzie żyją i działają w konkretnych środowiskach. Dlatego wyśledzenie i opracowanie życiorysów tych ludzi, a także zobrazowanie tych środowisk, w których pojawiały się i rozwijały wątki ich twórczości filozoficznej, jest pracą dla historiografii filozoficznej ważną i pożyteczną”[15].

Życie

Stefan Swieżawski urodził się 10 lutego 1907 roku we wsi Hołubie, pow. Hrubieszów. Z domu rodzinnego wyniósł szeroką znajomość literatury, muzyki, sztuki i historii, a przede wszystkim głębokie spojrzenie na kwestie wiary. W tej ostatniej sprawie wiele zawdzięczał matce (z domu Ścibor-Rylska), która – jak wspominał – miała „wielki głód pogłębionej wiedzy religijnej” i „zawsze walczyła o to, aby religia stanowiła wartość nadrzędną, której winny być podporządkowane potrzeby narodowe, społeczne, polityczne”[16]. Ojciec, Władysław Swieżawski, ziemianin, prowadził dość duży majątek rolno-leśny obejmujący trzy folwarki: Hołubię, Zarękę i Piaseczno[17]. Niestety w listopadzie 1907 roku Władysław Swieżawski zmarł tragicznie w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Matka wyszła ponownie za mąż za Pawła Tomasza Horodyńskiego .

Swieżawski, po dłuższej nauce w domu, uczęszczał najpierw do koedukacyjnego gimnazjum w Zakopanem. Spotkał tam ks. Józefa Winkowskiego, założyciela Związku Sodalicji Mariańskich Szkół Średnich w Polsce, organizacji, w której Swieżawski przez kilka lat czynnie działał. Warto podkreślić, że w Sodalicji Mariańskiej nie chodziło jedynie o pogłębienie wiedzy religijnej, ważnym celem tego Związku było wyrobienie dyscypliny moralnej i systematyczne kształtowanie charakteru. Podczas prac na rzecz Związku – jak wspominał Swieżawski – rozpoczęła się zasadnicza przebudowa całej jego pobożności. Z indywidualistycznie zorientowanej pobożności zaczął się coraz bardziej angażować w „pobożność liturgiczną”. Jej zasadniczym celem było to, aby praktyki religijne pojmować i realizować wspólnotowo oraz aby oprzeć życie religijne na „fundamentach biblijno-teologicznych najwyższej jakości” nie zaś „na drugorzędnych opracowaniach, modlitewnikach, rozmyślaniach”. Stąd wzięła się – jak pisał – jego fascynacja renesansem benedyktyńskim i otwarcie na powstający na zachodzie „ruch liturgiczny”, którego filarami byli głównie francuscy i belgijscy benedyktyni o. Gaspar Lefebvre, autor Liturgii i o. Lambert Beauduin, autor La piete liturgiąue[18].

Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej Swieżawski powraca z matką i rodzeństwem do Lwowa i podejmuje naukę w X Gimnazjum Humanistycznym im. Henryka Sienkiewicza. Podczas czterech lat nauki gimnazjalnej we Lwowie rozwija i pogłębia swoje zainteresowania religijne. W latach 1922-1923 zawiera trwałe przyjaźnie z Tadeuszem Fedorowiczem i Janem Szeptyckim, oparte na podobnych zainteresowaniach i dążeniach To właśnie w ramach tych kontaktów i spotkań – pisał – „między trzema osobami, mną, Tadziem Fedorowiczem i Jasiem Szeptyckim, wykuwał się i krystalizował niejako podświadomie [jego – P. G. ] program życia i działania, który w latach uniwersyteckich miał się utrwalić, przejść niejako próbę bojową i wzbogacić o wymiar społeczny niedostatecznie jeszcze […] uwzględniony w okresie szkolnym”[19] .

Po zdaniu matury w 1925 roku rozpoczyna studia filozoficzne na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, początkowo pod kierunkiem wielkiego uczonego i pedagoga Kazimierza Twardowskiego, a następnie – po jego przejściu na emeryturę – pod kierunkiem Kazimierza Ajdukiewicza. W roku akademickim 1926/27 jako przedmiot poboczny wybiera historię, którą studiuje pod kierunkiem Jana Ptaśnika[20]. Poza tym jest słuchaczem wykładów Romana Ingardena, Mścisława Wartenberga oraz ks. Kazimierza Waisa na Wydziale Teologii. Szczególnie spotkanie z K. Twardowskim i K. Ajdukiewiczem oraz ich stylem uprawiania filozofii i organizacji pracy dydaktycznej było jednym z ważniejszych faktów w życiu intelektualnym Swieżawskiego[21] .

W latach studiów Swieżawski współtworzył, wraz z Adamem Bilikiem, Janem Czartoryskim i Pawłem Skwarczyńskim, lwowski oddział Stowarzyszenia Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie”, którego prezesem został w 1927 roku. Stykał się tam z o. Jackiem Woronieckim oraz ks. Władysławem Korniłowiczem (który odgrywał wówczas rolę pośrednika między polską a francuską inteligencją katolicką). Udział w pracach tej organizacji był istotnym czynnikiem w kształtowaniu się osobowości religijnej i moralnej Swieżawskiego. Należy podkreślić, że w pracach „Odrodzenia”, podobnie jak w „Sodalicji”, chodziło nie tylko o pogłębienie wiedzy religijnej, głębsze wniknięcie w teologiczno-filozoficznego ducha liturgii, lecz także o nabycie konkretnych sprawności jak asceza, systematyczność w pracy itd. Ponadto nie można zapominać o tym, że ważną rolę w „Odrodzeniu” odgrywały też sprawy społeczne. Rys społeczny był właśnie signum specificum „Odrodzenia” spośród wszystkich innych katolickich organizacji, „nacechowanych mniej lub bardziej indywidualizmem i subiektywizmem” Z jednej strony chodziło o kwestię nierówności społecznej, bardzo trudną w Galicji Wschodniej, z drugiej zaś o kwestię antysemityzmu. W obu tych kwestiach występowały zasadnicze różnice między ówczesnymi ośrodkami „Odrodzenia” Lwowski oddział cechowała postawa domagająca się bardzo mocno sprawiedliwości i poprawy życia najniższych klas społecznych Gdy chodzi o kwestię antysemityzmu, to środowisko lwowskie, podobnie zresztą jak środowisko wileńskie, było w zdecydowanej większości przeciwne „negatywno-rasistowskiemu stosunkowi do Żydów”, chociaż nie brakowało też ludzi, „którzy w swoich poglądach narodowych mało różnili się od nacjonalistów wszechpolskich”[22].

Po uzyskaniu absolutorium w 1929 roku Swieżawski przystąpił do pisania rozprawy doktorskiej pod kierunkiem K. Ajdukiewicza dotyczącej intentiones primae i intentiones secundae w ujęciu Jana Dunsa Szkota.

W celu zebrania materiału do pracy, jesienią tegoż roku wyjechał do Paryża. Większość czasu spędził na badaniu nieznanych dotąd średniowiecznych rękopisów łacińskich, znajdujących się w tamtejszej Bibliotheąue Nationale[23]. Nawiązał również bliskie kontakty ze znanym już wówczas historykiem filozofii i filozofem Etienne Gilsonem oraz Jacques’em Maritainem – promotorami renesansu metafizyki realistycznej w XX wieku.

Po powrocie do Polski w czerwcu 1932 roku uzyskał stopień doktora filozofii na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie na podstawie rozprawy Pojęcie intencji w filozofii Jana Dunsa Szkota. Bezpośrednio po doktoracie udał się do Poznania, gdzie przez krótki czas współpracował z historykiem filozofii Adamem Żółtowskim. W latach następnych zacieśnił współpracę z E. Gilsonem, J. Maritainem i o. J. Woronieckim. Pod ich wpływem zapoznał się z realistyczną metafizyką św. Tomasza. Swoje pierwsze artykuły publikuje w: „Archives d’Histoire Doctrinale et Litteraire du Moyen-Age”, „Przeglądzie Filozoficznym”, „Ruchu Filozoficznym” oraz wygłasza wiele odczytów, głównie na temat życia religijnego.

Po ponownym rocznym pobycie w Paryżu (1933/34) – spędzonym wspólnie z żoną, Marią ze Stadnickich Swieżawską[24] – na wniosek K. Ajdukiewicza objął stanowisko starszego asystenta we Lwowie przy Katedrze Filozofii. Od tego roku jego badania koncentrują się wokół koncepcji człowieka u Arystotelesa, a następnie u św. Tomasza. W latach tych, oprócz udziału w zajęciach Ajdukiewicza, uczestniczył w prowadzonym przez Romana Ingardena privatissimum, na którym czytano Metafizykę Arystotelesa. Pod wpływem kontaktu z filozofią Arystotelesa, w roku 1938 opublikował znakomity artykuł Nauka o duszy w „Metafizyce” Arystotelesa, w którym poddał wnikliwej analizie podstawowe pojęcia Arystotelesowskiej koncepcji duszy ludzkiej Okres drugiej wojny światowej nie przerwał działalności naukowej Swieżawskiego Kontynuował wówczas pisanie rozprawy habilitacyjnej dotyczącej tomistycznej koncepcji człowieka oraz działał na tajnym Uniwersytecie Ziem Zachodnich. Wiosną 1945 roku rozpoczął zajęcia zlecone z historii filozofii na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na nowo nawiązał stosunki przyjacielskie, zadzierzgnięte jeszcze przed wojną, z Marianem Plezią, o. Janem (w zakonie Michał) Czartoryskim, o. Jackiem Woronieckim, Jerzym Turowiczem, Stanisławem Stommą. Razem z nimi współtworzył środowisko katolickie Krakowa oraz współdziałał wydatnie przy powstaniu „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku”.

W roku 1945/46 Swieżawski prowadzi wykłady zlecone na Uniwersytecie Jagiellońskim. W styczniu 1946 rokryg 1 podstawie rozprawy Centralne zagadnienia tomistycznej nauki o duszy, Rada Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Poznańskiego nadała Swieżawskiemu tytuł doktora habilitowanego. Tytuł został ostatecznie zatwierdzony 28 sierpnia 1946 roku. Jesienią tego samego roku rozpoczął działalność dydaktyczną na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Początkowo objął Katedrę Filozofii na Wydziale Humanistycznym, a następnie rozpoczął zajęcia dydaktyczne na erygowanym wówczas Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej. Swieżawski był jednym z czterech profesorów, obok ks. Józefa Pastuszki, ks. Antoniego Korcika, ks. Stanisława Adamczyka, którzy stanowili pierwszą Radę Wydziału.

W pierwszych latach działalności na KUL-u wykładał historię filozofii starożytnej i średniowiecznej, metafizykę, estetykę i historię estetyki. Uczestnikami pierwszego seminarium Swieżawskiego byli m in przyszli profesorowie i dziekani Wydziału: ks. Stanisław Kamiński i ks. Marian Kurdziałek. W latach następnych jednak coraz bardziej koncentrował się na historii filozofii średniowiecznej, szczególnie zaś na dziejach filozofii człowieka i metafizyki w wiekach średnich.

W roku 1948 objął na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej KUL Katedrę Historii Filozofii Średniowiecznej i Nowożytnej, którą kierował nieprzerwanie aż do 1 października 1976 roku. 20 grudnia 1956 roku został profesorem nadzwyczajnym, a 1 października 1967 roku profesorem zwyczajnym. Od początku lat pięćdziesiątych wraz z o. Mieczysławem A. Krąpcem (metafizykiem), Jerzym Kalinowskim (logikiem), ks. Stanisławem Kamińskim (metodologiem), ks. Marianem Kurdziałkiem (historykiem filozofii starożytnej i wczesnego średniowiecza), ks. Karolem Wojtyłą (etykiem) współtworzył silne środowisko filozoficzne, które nazwane zostało później „lubelską szkołą filozoficzną”.

W pierwszym okresie działalności na KUL-u wiele trudu włożył Swieżawski w organizowanie i odpowiednie zaopatrzenie Biblioteki Zakładu Historii Filozofii[25]. Placówka ta dzięki jego staraniom posiada znaczący księgozbiorów z zakresu historii filozofii średniowiecznej. Oprócz zasadniczych działów historii filozofii oraz „działów: podręczników, encyklopedii, filozofii polskiej, filozofii Wschodu i historii, biblioteka prowadzi archiwum prac dyplomowych, protokołów seminarium i dział mikrofilmów”[26].

Przez cały okres swojej działalności dydaktycznej szczególną wagę przywiązywał Swieżawski do prowadzonych przez siebie seminariów: proseminarium, seminarium tekstowego i seminarium magistersko-doktoranckiego. Zorganizowane na wzór seminarium Kazimierza Twardowskiego, kształtowały sprawności historyczno-filozoficzne uczestników, przede wszystkim poprzez wspólną lekturę tekstów i dyskusje na temat ich interpretacji. Swieżawski był głęboko przekonany, że to właśnie seminarium bardziej niż wykład daje studentom wykształcenie filozoficzne Pisał:

Formacja filozoficzna w gruncie rzeczy nie polega bowiem na erudycji, lecz na umiejętności czytania i słuchania, myślenia, mówienia i pisania. Seminarium uczy tego wszystkiego, poczynając od lektury. Wspólna lektura tekstu filozoficznego może się wydawać zajęciem prostym i łatwym .

W rzeczywistości przedstawia duże trudności. Jedna z nich polega na streszczeniu własnymi słowami odczytanego tekstu bez zniekształcenia zawartej w nim myśli. […] Ale seminarium uczy nie tylko tego. Rozwija ono wszystkie inne umiejętności nieodzowne dla filozofa: umiejętność słuchania drugiego człowieka, rozumienia go, umiejętność mówienia […], wreszcie umiejętność pisania. Zarówno przez lekturę tekstów, jak i poprzez kontakt z uczestnikami seminarium konfrontujemy się z osobami, które podzielają nasze zainteresowania, ale niekoniecznie nasze poglądy. Dzięki temu pozostajemy w ścisłym związku z historią filozofii, unikamy ducha partykularyzmu i sekciarstwa filozoficznego, zdobywamy się na otwartość umysłu, uczymy tolerancji i nabywamy ducha zespołowej pracy, który jest tak niezbędny, ponieważ w filozofii [.] nie ma przeciwników, są tylko współpracownicy[27].

Podobnie odbierali to uczniowie Swieżawskiego Wielu z nich podkreślało, że seminarium Swieżawskiego „było czymś o wiele więcej niż zwykłą kuźnią specjalistów z zakresu historii filozofii. Kształtowało ono określoną postawę; uczyło etosu pracy naukowej – nastawienia prawdziwościowego, poszanowania dla cudzych poglądów, postawy otwartej i tolerancyjnej”[28]. „Podobnie jak we Lwowie, u Profesora Swieżawskiego seminaria były niezwykle uporządkowane, niemal pedantyczne, z określonym dokładnie tematem prowadzonych prac i towarzyszącym im dyskusjom, protokołowanym i odczytywanym na następnym posiedzeniu”[29].

Wysokie wymagania stawiał Swieżawski już pracom seminaryjnym, dzięki czemu skróty tych prac mogły się ukazać drukiem w tomie: Streszczenia rozpraw doktorskich, magisterskich i seminaryjnych pisanych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim pod kierunkiem Stefana Swieżawskiego (historia filozofii) i Alberta Krąpca (metafizyka) (1956). Tom ten oddaje dorobek naukowy osiągnięty na seminarium historii filozofii w latach 1948-1955, a także obrazuje pogląd Swieżawskiego i jego zespołu seminaryjnego na historię filozofii. Odczytywanie tekstu filozoficznego, jak pisał Swieżawski we Wstępie do tomu Streszczeń, wyraża się w trzech punktach: a) historyk filozofii musi mieć „wyraźną świadomość tej problematyki, której ma być historykiem”, b) historia filozofii to nade wszystko filozofia bytu, c) filozofii bytu uczy się historyk filozofii od filozofa, znawcy metafizyki, stąd konieczność ścisłej współpracy seminarium historii filozofii z seminarium metafizyki[30].

Lata pięćdziesiąte, zwłaszcza okres stalinowski, były niezwykle trudne: niskie zarobki, liczne ograniczenia, a przede wszystkim dotkliwy i powszechny klimat terroru. To właśnie w odpowiedzi na tę sytuację Swieżawski postanowił, jak pisał, stworzyć „szańce obronne”. Pierwszym z nich było gorliwie życie religijne, drugim – „własna, twórcza, praca”, trzecim – „zadzierzgnięte i umacniające się więzy przyjaźni i życzliwości ludzkiej”, czwartym – „wspólnota rodzinna”[31]. To dzięki nim mógł zachować własną wolność i człowieczeństwo, a także wytrwać w pracy na KUL-u, „mimo wciąż narastających trudności”, „począwszy od coraz częstszych nacisków i złośliwych ingerencji ze strony UB, a skończywszy na niezliczonych utrudnieniach życia codziennego (podróże, mieszkanie, wyżywienie, wynagrodzenie itd. )”[32].

W połowie lat pięćdziesiątych podjął Swieżawski wraz z ks. Marianem Kurdziałkiem próbę utworzenia przy KUL-u ośrodka badań nad rękopisami średniowiecznymi, znajdującymi się w Bibliotece Jagiellońskiej i innych bibliotekach polskich[33]. Trudności finansowe uczelni uniemożliwiły realizację tego planu. Ostatecznie, dzięki usilnym staraniom Swieżawskiego, ośrodek ten został powołany przy Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk (1957). Początkowo nazwany Pracownią Historii Filozofii Starożytnej i Średniowiecznej, przekształcony został później w Zakład Historii Filozofii Starożytnej i Średniowiecznej. Pracowali w nim głównie uczniowie Swieżawskiego, tj Jerzy Korolec, Zdzisław Kuksewicz, Mieczysław Markowski, Władysław Seńko i Zofia Włodek. Od roku 1957 do 1963 Swieżawski – wraz z Janem Legowiczem – kierował pracami tego Zakładu, w którym prowadzono na szeroką skalę badania nad zawartością doktrynalną rękopisów średniowiecznych przechowywanych w bibliotekach polskich oraz nad ich edycją. Również razem z J. Legowiczem rozpoczął wydawanie dwóch czasopism naukowych: „Studia Mediewistyczne” i „Mediaevalia Philosophica Polonorum”, niezmiernie cennych dla środowisk polskich mediewistów[34].

Od połowy lat sześćdziesiątych koncentrował swoje naukowe badania na zagadnieniu teorii historii filozofii – ich owocem jest książka Zagadnienie historii filozofii – a następnie na dziejach filozofii w XV wieku. Temu ostatniemu problemowi poświęcił niemal 20 lat pracy. Jej efektem jest wydanie monumentalnego dzieła Dzieje filozofii europejskiej w XV wieku, składającego się z 8 tomów. Omówił w nich w sposób wnikliwy i wszechstronny centralne problemy tej epoki. Jego praca w sposób istotny przyczyniła się do zmiany poglądu na filozofię i kulturę XV wieku

W roku 1964 Swieżawski został mianowany przez papieża Pawła VI świeckim audytorem Vaticanum secundum. Był jedynym świeckim audytorem nie tylko z Polski, ale ze wszystkich krajów komunistycznych Po soborze został członkiem komisji papieskiej „Iustitia et Pax”. Jako audytor świecki działał częściowo w Komisji Apostolstwa Świeckich, przede wszystkim zaś w podkomisji „De cultura”. Wiele przemyśleń Swieżawskiego znalazło odbicie w ostatecznej redakcji Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym. Swoje poglądy na temat roli filozofii w życiu Kościoła wyłożył w książce napisanej wspólnie z Jerzym Kalinowskim – La Philosophie a l’heure du Concile, która ukazała się między trzecią a czwartą sesją Soboru w 1965 roku (wydanie polskie Filozofia w dobie Soboru, Warszawa 1995).

Pracy naukowo-badawczej Swieżawskiego towarzyszyła nieprzerwanie rozległa twórczość eseistyczna. Podczas studiów, a następnie w latach asystentury czynnie działał w odrodzeniowym ruchu Młodzieży Katolickiej, propagując słowem i piórem naczelne hasło tego ruchu „Instaurare omnia in Christo”. Po wojnie wiele publikował, głównie na łamach „Znaku”, „Tygodnika Powszechnego” i „Więzi”, kreśląc program uniwersalistycznie pojętego humanizmu chrześcijańskiego i przeciwstawiając się różnym postaciom depersonalizacji, ideologizacji, pogardy i nietolerancji. Najbardziej znaczące i najcenniejsze eseje na ten temat wydał w zbiorach: Rozum i tajemnica (1960), Człowiek i tajemnica (1978), Istnienie i tajemnica (1993), Dobro i tajemnica (1995).

Jeśli chodzi o poglądy Swieżawskiego na temat Kościoła, należy podkreślić, że był on niezmiernie krytyczny wobec mentalności klanowo-nacjonalistycznej, wyrażającej się w popularnym w Polsce haśle: „Polak-katolik”. Nawiązując do dorobku Jacques’a Maritaina, dowodził, że dzisiejsze chrześcijaństwo, o ile chce mieć głos w zmieniającym się świecie, musi być przede wszystkim „chrześcijaństwem świadectwa” i „uniwersalistycznie pojętego humanizmu”, a nie politycznie zaangażowanym „chrześcijaństwem walki”, stawiającym na pierwszym miejscu poszukiwanie wroga zamiast ewangelicznej miłości bliźniego[35].

Był gorącym orędownikiem Kościoła posoborowego, którego kwintesencja, jak stale podkreślał, zawiera się w trzech słowach: otwartość, służebność i wspólnotowość. W tym względzie był głównym punktem odniesienia dla wielu polskich intelektualistów katolickich. Ogromną zasługą Swieżawskiego na tym polu było wskazanie, że ludowa i narodowa religijność, jakkolwiek ważna, nie jest jednak wystarczającym warunkiem, aby skutecznie dążyć do pełnej realizacji soborowych postanowień w polskim Kościele. Do tego potrzebna jest z jednej strony pogłębiona intelektualnie, teologicznie i filozoficznie refleksja, z drugiej zaś, co istotniejsze, zasadnicza zmiana w stosunku do polskiej tradycji.

Ciągle mówię o tym – pisał w jednym ze swoich esejów – że nadal żyjemy tylko Skargą i Sienkiewiczem. Oczywiście mają oni wielkie zasługi w zakresie homiletyki i literatury, ale mentalność Skargi i Sienkiewicza jest mentalnością kontrreformacji, nie wielkiej duchowo Polski, ale tej, która zatraciła tradycję jagiellońską. Dla mnie zawsze wzorem jest Polska Jagiellonów i jej moralność polityczna. Myślę, że w Polsce Jagiellonów wyrażała się wielkość naszej ojczyzny, która przeniknięta bardzo głęboko wolnościowymi ideami, zaczerpniętymi z koncyliaryzmu, wszczepiła je w umysły Polaków. Koncepcja federacji, współdziałania różnych narodów, kultur i religii, była dla ówczesnej Europy rewolucyjna, bo w tym czasie w Europie co innego się kształtowało. Erazm z Rotterdamu powiedział „Polonia mea esi”, tzn. że jedynie Polska w Europie jest krajem, który odpowiada jego humanistyczno-chrześcijańskim ideałom. Dlatego wydaje mi się, że odnowa soborowa w Polsce najobficiej powinna czerpać z tradycji jagiellońskiej, nie zaś z tych skrajnie nacjonalistycznych, które wyrosły w XIX w. na gruncie nurtów kulturowych sięgających XVII w. To jest bardzo ważne. Ma to ogromny wpływ na charakter polskiego Kościoła. Bo nasz Kościół ciągle żyje nie najlepszą ideologią sarmacką. Tymczasem chodzi o to, by był to duch prawdziwie wielkiej, przedreformacyjnej, wielonarodowościowej i wieloreligijnej Polski. Takie jest moje credo w tej dziedzinie. To się łączy ze stopniem otwartości Kościoła w Polsce36.

katolicka nauka społeczna w ujęciu wybranych nurtów we współczesnym polskim katolicyzmie, „Dialogi Polityczne” 2007, nr 8, s. 179-191. Zdaniem Jaworskiego Swieżawski proponował dość radykalną interpretację soborowej nauki społecznej. Szła ona dalej niż interpretacja Józefa Tischnera i Czesława Strzeszewskiego. Według Jaworskiego Swieżawski opowiadał się za koncepcją negującą ciągłość soborowej nauki społecznej z wcześniejszymi dokumentami Kościoła. Ciekawie i wnikliwie ten aspekt poglądów Swieżawskiego omówił M. Rembierz w artykule: Idee jagiellońskie w kształtowaniu się tożsamości kulturowej, pluralizmu.

W 2000 roku ukazała się ważna książka Swieżawskiego Dzieje europejskiej filozofii klasycznej, przygotowana do druku przez grono młodych współpracowników Profesora. Treść książki stanowią wykłady Swieżawskiego z historii filozofii starożytnej i średniowiecznej, jakie prowadził w ciągu powojennej działalności dydaktycznej na KUL-u.

Reprezentowane przez niego stanowisko określane bywa najczęściej tomizmem egzystencjalnym. Sam jednak nie lubił słowa „tomizm”. Ujmował siebie raczej jako ucznia św. Tomasza. Jak powtarzał przy różnych okazjach, w nawiązywaniu do św Tomasza nigdy nie chodziło mu o przywracanie do życia dawno minionej przeszłości, lecz wyłącznie o ukazanie nieprzemijającej wartości filozofii Akwinaty, którego największym osiągnięciem – osiągnięciem, jak sądził Swieżawski, którego filozofia nie może nie brać pod uwagę, jeśli nie chce się cofać – było odkrycie funkcji i wagi istnienia w bycie Stąd był pełen rezerwy, jeśli nie niechęci, do wszelkich prób propagowania myśli św. Tomasza pod nazwą „tomizmu”, „neotomizmu” lub „systemu tomistycznego” i odnosił się krytycznie do powrotu do filozofii św. Tomasza na mocy jakiegokolwiek czy czyjegokolwiek nakazu. „Żadna filozofia – mówił w przemówieniu na KUL-u w 1996 roku – która chce być i pozostać filozofią […], nigdy nie może być nakazana, nigdy narzucona. Filozofia nakazana przestaje być filozofią. Filozofia może żyć i rozwijać się jedynie w atmosferze wolności, jedynie w atmosferze wolności można odnaleźć prawdę, dojrzeć jej pełny blask”[36].

Stefan Swieżawski był członkiem m in Polskiego Towarzystwa Filozoficznego, Towarzystwa Naukowego KUL, wielu zagranicznych Akademii:

The Medieval Academy of America, Institut International de Philosophie (Paryż); współzałożycielem i członkiem Societe International pour l’Etude de la Philosophie Medievale; członkiem zespołu redakcyjnego „Studiów Mediewistycznych” i „Mediaevalia Philosophica Polonorum”.

Został odznaczony Orderem Orła Białego, Orderem Pawła VI, L’Ordre des Palmes Academiques (francuskie Palmy Akademickie), Medalem ks. Idziego Radziszewskiego przez Towarzystwo Naukowe KUL w Lublinie oraz Medalem „Za Zasługi dla KUL”. Był też laureatem nagrody im. Reinholda Schneidera oraz laureatem głównej nagrody Stowarzyszenia Wydawców Katolickich Feniks. Ponadto został pierwszym laureatem nagrody im. Józefa Tischnera, ustanowionej przez krakowskie Wydawnictwo Znak oraz laureatem nagrody im. Jana Długosza od Polskiej Izby Książki. Poza tym był również laureatem prestiżowej nagrody przyznawanej przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej. Profesor Stefan Swieżawski jest doktorem honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego.

W okresie swojej długoletniej pracy na KUL-u oraz ATK i PAN, Swieżawski wykształcił około 40 magistrów, 15 doktorów i 9 doktorów habilitowanych. Uczniowie Swieżawskiego (bp Bohdan Bejze, ks. Marian Ciszewski, Jan Czerkawski, bp Bronisław Dembowski, Mieczysław Gogacz, abp Marian Jaworski, Zenon Kałuża, Jerzy B Korolec, Mieczysław Markowski, Władysław Seńko, Zofia Włodek, Edward Iwo Zieliński) wzbogacali kadrę naukową Wydziału Filozofii KUL, ATK, Instytutu Filozofii PAN.

Profesor Stefan Swieżawski zmarł 18 maja 2004 roku.

*

Patrząc z perspektywy stuletniej historii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, nie ma najmniejszych wątpliwości, że Stefan Swieżawski należy do wąskiego grona najwybitniejszych i najbardziej wypływowych profesorów tej Alma Mater. Można bez przesady powiedzieć, że to w znacznym stopniu dzięki niemu Wydział Filozofii KUL przeobraził się po II wojnie światowej w poważny ośrodek badań filozoficznych o randze ogólnopolskiej, a także stał się ważnym miejscem studiów nad mediewistyką filozoficzną i dziedzictwem filozofii europejskiej wieku XV. Ale należy też podkreślić, że Swieżawski wywarł wpływ nie tylko na filozofię wykładaną na KUL-u. Wpłynął również znacząco na całość polskiej filozofii akademickiej w drugiej połowie XX wieku, a także wywarł duży wpływ – dzięki rozległej twórczości eseistycznej – na środowisko inteligencji katolickiej w Polsce, skupione przede wszystkim wokół „Tygodnika Powszechnego”, „Znaku” i „Więzi” .

W swoich licznych publikacjach dotyczących bezpośrednio lub pośrednio Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego utrzymywał, że KUL jako organizm społeczny nie powinien być inny niż każdy normalny uniwersytet. Nauka jest jedna i nie istnieje jakaś odrębna nauka wyznaniowa, obok nauki świeckiej. Podobnie jest z kulturą, również ona jest jedna. Stąd uprawianie nauki na uniwersytecie, co stanowi równocześnie budowanie kultury, musi się odbywać w klimacie pełnej wolności. Tym, co ma wyróżniać uniwersytet katolicki, jest duch Ewangelii, który wnosi uniwersalizm. W tym świetle, jak utrzymywał Swieżawski, signum specificum KUL-u musi być w pierwszej kolejności otwartość na cały współczesny świat. A to oznacza, że w żadnym razie nie mogą w nim dominować „relikty ducha getta i inkwizycji, apologetyzmu, propagandy i triumfalizmu”[37].

Osiągnięcia historycznofilozoficzne Swieżawskiego były w Polsce powszechnie bardzo wysoko oceniane. Dotyczy to zwłaszcza prac z zakresu filozofii średniowiecznej i renesansu. Nieco inaczej przedstawia się natomiast ocena twórczości stricte filozoficznej Swieżawskiego. Programowy powrót do filozofii św. Tomasza, który głosił, powodował, że w środowisku akademickim (wyłączając KUL) był zwykle postrzegany jako ktoś, kto broni tradycyjnej filozofii, zależnej od myśli chrześcijańskiej i podległej mniej lub bardziej Kościołowi. Poza murami akademii, w szeroko rozumianym środowisku inteligencji katolickiej, postrzegany był z kolei jako orędownik postępowej myśli, ktoś, kto ukazuje myśl św. Tomasza jako owoc autentycznej wiedzy o świecie, której wartość wykracza poza doraźne potrzeby i sięga znacznie dalej niż tylko do katolickiego punktu widzenia. Sporo kłopotu z oceną poglądów Swieżawskiego mieli natomiast polscy filozofowie chrześcijańscy zajmujący postawę zdecydowanie negatywną wobec tomizmu:

Józef Życiński, Józef Tischner, Michał Heller. A jak na KUL-u? W okresie działalności nauczycielskiej Swieżawskiego trwającej od 1946 do 1978 roku jego poglądy na filozofię, jej rolę w kulturze i w nauczaniu chrześcijańskim przyjmowane były z uznaniem i znajdowały wielu sprzymierzeńców. Potem było różnie. Co prawda, Swieżawski pozostał ważną i cenioną osobistością na Uniwersytecie, choć stał się także „przedmiotem” krytyki. Przybrała ona na sile po roku 1989, gdy stał się zdecydowanym przeciwnikiem podporządkowania filozofii doraźnym potrzebom utylitarnym i przeobrażenia jej w „klan wyznawców’

 

A dziś? Dla wielu wciąż jest przykładem odpowiedzialnego filozofowania, otuchą i inspiracją do utrzymania w polu uwagi wielkiej problematyki metafizycznej. Surowiej natomiast oceniają go ci, którzy sądzą, że uprawiana na KUL-u filozofia powinna stanowić bastion katolicyzmu: dawać odpór nie tylko wszystkim niechrześcijańskim prądom w filozofii, lecz także wszystkim chrześcijańskim, lecz niezgodnym z tomizmem.

Na koniec kilka cech znamionujących osobowość Stefana Swieżawskiego. Na pewno charakterystyczną cechą osobowości Swieżawskiego było zespolenie w niej głębokiej, wręcz żarliwej religijności ze zdecydowaną niechęcią do uprawiania czegoś, co miałoby nosić nazwę „filozofia chrześcijańska”[38]. Filozofia – jak stale podkreślał – chociaż musi współpracować z wiarą, gdyż jest to warunkiem pełnego rozwoju człowieka, nie może być ani narzędziem apologetyki, ani środkiem polityki religijnej: należy ją uprawiać po prostu bez żadnych ideologicznych i konfesyjnych określeń. Tylko taka filozofia uważał – filozofia unikająca ekstrapolacji ducha teologii na grunt filozofii, może być podstawą dialogu ze światem współczesnym i ostoją światopoglądu chrześcijańskiego.

Swieżawski był zdecydowanym zwolennikiem jak najdalej idącej ekumenii i irenizmu zarówno w religii, jak i filozofii[39]. Nie traktował myślących inaczej niż on jako przeciwników. Poszukiwał zawsze tego, co łączy, nie zaś tego, co dzieli. Tylko taka postawa, postawa pozbawiona dominacji – jak charakteryzował osobowość Swieżawskiego Karol Tarnowski – wydawała się „Profesorowi słuszna i godna filozofa, który stara się poszukiwać tego, co wspólne wszystkim ludziom”[40]. Toteż nic dziwnego, że w otoczeniu Swieżawskiego „dobrze się czuli ludzie różniący się niekiedy zasadniczo przekonaniami filozoficznymi i ideologicznymi – od mesjanistów do pozytywistów, od tomistów do marksistów”[41]. Wszystko to zjednywało Swieżawskiemu „głęboki szacunek ludzi różnych przekonań i orientacji, a pośród uczniów […] niekłamany podziw i dumę”[42] .

Krzysztof Pomian, który jest człowiekiem całkowicie bezwyznaniowym, pisał, że prof. Swieżawski jawił się mu jako „chrześcijanin w najpełniejszym – i najpiękniejszym – sensie tego słowa. Przebywając w jego towarzystwie i rozmawiając z nim, miałem poczucie, że obcuję z kimś, dla kogo boskie przykazania i samo istnienie Boga jako zarazem najwyższego intelektu i najwyższego dobra są czymś znacznie więcej niż tylko oczywistością umysłu: niezbywalnym składnikiem życia duchowego, częścią osobowości. Równie uderzający był u Profesora związek z Kościołem katolickim: teraźniejszym, przeszłym i przyszłym. Nie musiał niczego na ten temat deklarować, przebijało to w tle jego wypowiedzi na najróżniejsze tematy nawet wtedy, gdy nie zgadzał się z orzeczeniami autorytatywnych instancji i cierpiał z tego powodu”[43].

Inną równie ważną i charakterystyczną cechą osobowości Swieżawskiego była ogromna „życzliwość dla młodych pracowników i umiejętność radowania się każdym ich sukcesem”[44]. Co więcej, jak wspominała Halina Bortnowska, uczestniczka seminarium Swieżawskiego na KUL-u w latach 1957-1960, Profesor, „jak mało kto interesował się swoimi studentami, troszczył się o ich przyszłość, i to nie tylko o najzdolniejszych” Poza tym „podczas seminarium miał zwyczaj powtarzania tego, co powiedział referujący student – powtarzania w taki sposób, by wszyscy mogli zauważyć i docenić treść wypowiedzi. W Jego ujęciu nawet dość banalne uwagi zaczynały dawać do myślenia”[45]. Według o. Edwarda I. Zielińskiego, Swieżawski jak nikt inny „potrafił słuchać. Słuchał nie zdawkowo i kurtuazyjnie, słuchał całym sobą. Słuchał swego rozmówcy i podczas ćwiczeń, i podczas kolokwium. Słuchał tak, jak gdyby student był wysoko kwalifikowanym partnerem poważnej dyskusji, jak gdyby Profesor mógł się dowiedzieć od początkującego studenta niesłychanych rewelacji. Było to autentyczne zainteresowanie tym, co drugi człowiek ma do powiedzenia”[46].

Jak zgodnie podkreślali to uczniowie Profesora, osobowość Swieżawskiego cechowało „zamiłowanie do porządku i wrodzona żelazna dyscyplina osobista”. To ta cecha, jak pisał Mieczysław Markowski, pozwoliła Swieżawskiemu „zapanować nad biegnącym wartkim nurtem i zgiełkiem wielostronnego życia codziennego[47]„.

Ponadto ważną cechą osobowości Swieżawskiego jako człowieka było „unikanie konfliktów i chęć utrzymywania dobrych, przyjaznych stosunków z ludźmi”. Do tego dochodziła jeszcze oczywiście „głęboka pobożność, która zewnętrznie przejawia się w codziennym uczestniczeniu we mszy i przyjmowaniu Komunii św.”[48]. A czego Swieżawski nie lubił najbardziej? W filozofii „zdecydowanie nie lubił języka formalnych werbalnych formułek oraz wszelkich prób ideologizacji filozofii”[49]. W religii był przeciwnikiem klerykalizmu, zarozumiałości i samozadowolenia. Pragnieniem Swieżawskiego był – jak ujął to Jan Turnau – „Kościół wielokształtny. Wolny od wszelakiej ciasnoty […]”. Dlatego nie jest przypadkiem, że „szczególnie bolała go jego skaza nacjonalistyczna”. Profesor był wzorem uprzejmości, niemniej jednak „umiał mówić, co myślał, bez ogródek, za co jeden z hierarchów przyrównał go do Urbana. Może też dlatego był doktorem honoris causa tylko jednego uniwersytetu: Jagiellońskiego. Żadna z katolickich uczelni nie uczciła go w ten sposób. Taki już jest los proroków”[50].

Źródła i wzorce

Swieżawski formował i udoskonalał własną koncepcję filozofii stopniowo i powoli. Można przyjąć, jak sądzę, że proces ten trwał blisko 20 lat i, co istotniejsze, rozwijał się w orbicie wpływów trzech środowisk. Po pierwsze, w kręgu lwowskiej szkoły filozoficznej, zwłaszcza pod wpływem Kazimierza Ajdukiewicza. Po drugie, pod wpływem rzeczników odnowienia filozofii tomistycznej: z polskich tomistów byli to o. J. Woroniecki, a także ks. K. Michalski, z tomistów francuskich zaś J. Maritain i E. Gilson. Po trze cie, w obrębie lubelskiej szkoły filozoficznej, zapoczątkowanej na KUL-u pod koniec lat czterdziestych XX wieku .

Wpływ szkoły lwowskiej na Swieżawskiego był głęboki i znaczący[51]. Był to jednakże wpływ nie tyle przez wyznawane i głoszone w szkole poglądy w zakresie konkretnych rozstrzygnięć filozoficznych, lecz raczej przez charakterystyczny dla szkoły lwowskiej sposób podchodzenia do badań filozoficznych. To z tej szkoły wyniósł Swieżawski takie przekonania, jak: 1) dążenie do prawdy jest najważniejszym celem pracy filozoficznej, 2) naukowość (obiektywizm) jest niepodważalną wartością, oraz 3) praca dydaktyczna jest powołaniem i winna być realizowana w klimacie wolności i samodzielności głoszonych poglądów[52].

Studiowanie w szkole lwowskiej nie było łatwe. Już na proseminariach stawiano studentom niezmiernie wysokie wymagania. Ponad wszystko dbano o jasność języka, komunikatywność i sumienność w pracy naukowej[53]. Wspominając swoje studia, Swieżawski pisał, że szczególnie okres pracy z Ajdukiewiczem przed obroną pracy doktorskiej był dla niego czasem intelektualnie bardzo trudnym, ale jednocześnie niezwykle cennym, gdy chodzi o kształtowanie się jego postawy badawczej. Profesor Kazimierz Ajdukiewicz był nie tylko formalnie promotorem doktoratu Swieżawskiego, lecz w pełnym znaczeniu pomysłodawcą tezy doktorskiej, która dotyczyła intentiones primae i intentiones secundae według Jana Dunsa Szkota[54]. Przyjęty przez Ajdukiewicza sposób pracy polegał na tym, że Swieżawski dawał Ajdukiewiczowi tekst rozprawy partiami i nad tymi częściami odbywały się dyskusje Ajdukiewicz, jak wspominał Swieżawski, był niezwykle dociekliwym i wnikliwym dyskutantem. Nigdy nie ustępował, zanim nie otrzymał wyjaśnienia rozwiewającego wszystkie jego wątpliwości Najbardziej irytowały go stwierdzania, że wszystko w tym punkcie jest jasne i zrozumiałe, podczas gdy dla niego takie nie było, lub wtedy, gdy odkrywał, że dana interpretacja jest zbyt pochopna bądź zbyt pobieżna albo zrozumiała wyłącznie werbalnie, nie zaś rzeczowo. Oto jak sam Swieżawski ujmował wpływ Ajdukiewicza i innych profesorów szkoły na rozwój własnej formacji filozoficznej:

W roku akademickim 1926/27 postarałem się […], aby zostać przyjętym na proseminarium Twardowskiego. Przejście tego proseminarium z zadowalającym wynikiem było nie lada wyczynem. Oficjalna nazwa tych ćwiczeń brzmiała: Ćwiczenia filozoficzne jako przygotowanie do seminarium filozoficznego. Bardzo wiele skorzystałem z tej twardej szkoły i nieraz w mojej późniejszej pracy dydaktycznej czerpałem z tego, czego się tam nauczyłem[55].

[.] stanąłem przed problemem wyboru tematu na pracę habilitacyjną. Otóż kierunek poszukiwań podsunął mi Ajdukiewicz […]. Był to człowiek o umyśle niezwykle subtelnym, niczym Duns Szkot. Zresztą napisanie pod jego kierunkiem pracy doktorskiej kosztowało wiele wysiłku, ponieważ domagał się wyjaśnienia wszystkich tez Szkota, niemal każdego zdania; było to bardzo trudne. Otóż prof. Ajdukiewicz powiedział mi: proponuję przygotować panu pracę na temat, który byłby, pana zdaniem, istotny w dziedzinie antropologii filozoficznej Tomasza z Akwinu[56].

Jako asystent Ajdukiewicza miałem okazję do częstych z nim rozmów i śmiem twierdzić, że dość dobrze go poznałem. Był nadzwyczajnym pedagogiem, człowiekiem niesłychanie „szerokim”, o wielkim umyśle.

Był nie tylko wielkim logikiem, ale i wielkim myślicielem, znakomitym filozofem. Podziwiałem jego wnikliwość i otwartość, z jaką – nie będąc przecież mediewistą – przebijał się przez szalenie trudne teksty Dunsa Szkota. Poświęciliśmy Szkotowi wiele bardzo żmudnych analiz i dyskusji, z których często niewiele wynikało. Wreszcie podczas jednego z naszych spotkań doszliśmy do wniosku, że przecież Szkot „nie spadł z nieba”, że nie można go zrozumieć w oderwaniu od myślicieli, którzy poprzedzili jego twórczość, przede wszystkim od św. Tomasza z Akwinu, z którym Duns Szkot – jak sądziliśmy – prawdopodobnie polemizował. I wtedy Ajdukiewicz, który wiedział o moich mediewistycznych zamiłowaniach […] zaproponował mi – z myślą o zamierzonej przeze mnie pracy habilitacyjnej – zajęcie się św. Tomaszem. Po czym dodał: „ale skoro masz […] studiować Tomasza, to przecież wpierw musisz poznać Arystotelesa”[57].

Jednak głęboki szacunek dla Ajdukiewicza i pozostałych przedstawicieli szkoły lwowskiej nie szedł u Swieżawskiego tak daleko, aby miał oznaczać aprobatę dla wyznawanej w szkole postawy filozoficznej. Od początku studiów na Uniwersytecie Jana Kazimierza Swieżawski zdał sobie jasno sprawę, że nigdy nie zasypie przepaści, która rozdziela jego nastawienie intelektualne od postawy, którą odznaczali się mistrzowie szkoły lwowskiej[58]. Co konkretnie było przyczyną dystansu Swieżawskiego wobec szkoły lwowskiej i stopniowego oddalania się od poglądów w niej głoszonych? Biorąc pod uwagę późniejsze wypowiedzi Swieżawskiego na ten temat, można uznać, że zadecydowały o tym następujące względy Po pierwsze, różnice w spojrzeniu na metafizykę W szkole, jak widział to Swieżawski, dominował antymetafizyczny program. Tradycyjna problematyka metafizyczna uchodziła po prostu za przeszłość. Uważano, że ma ona rację bytu co najwyżej w obrębie problematyki światopoglądowej[59]. Po drugie, odmienny stosunek do filozofii średniowiecznej. W szkole przeważała – według Swieżawskiego – stereotypowa i jednostronna ocena średniowiecza. Tak zwana filozofia chrześcijańska uważana była za filozofię „zniewoloną”, sprzeczną z wymogami filozofii naukowej[60]. Po trzecie, brak uwzględnienia w wystarczającej mierze czynnika historycznego w badaniach filozoficznych[61]. I po czwarte, rozbieżność w interpretowaniu relacji między wiarą a filozofią. Wiara uważana była w szkole lwowskiej – zdaniem Swieżawskiego – „za przeszkodę nie do przebycia dla autentycznego filozofowania. Racjonaliści dominujący w szkole głosili, że nie można być prawdziwym filozofem równocześnie wierząc”[62].

Punkt ostatni jest ważny jeszcze z innego powodu. W jakiejś mierze rzutował zapewne na ocenę Swieżawskiego przez przedstawicieli szkoły. Symptomatyczna w tym miejscu może być uwaga Kazimierza Twardowskiego zanotowana przez niego w Dziennikach, poczyniona przy okazji pytania ks. kanonika Badeniego, czy istnieją szanse uzyskania na Uniwersytecie Jana Kazimierza katedry filozofii przez Stefana Swieżawskiego. Oto, co zanotował Twardowski: „uważam wprawdzie Swieżawskiego za człowieka inteligentnego, ale że na profesora filozofii brak mu dostatecznego stopnia

tego, co Niemcy nazywają Scharfsinn, brak mu dostatecznego ostrza umysłowego”. Ponadto, kontynuował Twardowski, „kandydaturę Swieżawskiego do katedry uważam także dlatego za niedopuszczalną, że Swieżawski jest praktykującym katolikiem”[63].

Tyle o szkole lwowskiej. Przejdźmy do drugiego środowiska. Swieżawski zetknął się z twórczością polskich i francuskich tomistów wcześnie, bo już w gimnazjum. Fascynowały go wówczas przejawy odnowy liturgicznej. Nowe nurty tomizmu w polskim i francuskim katolicyzmie wydały mu się szczególnie ożywcze w tym względzie. Poważny, filozoficzny kontakt z tomizmem nastąpił kilka lat potem podczas studiów. Od razu podziałał na umysł młodego Swieżawskiego. Pierwszą książką, którą przeczytał Swieżawski z zakresu „nowego tomizmu”, była praca Maritaina Trzej reformatorzy, poświęcona Lutrowi, Descartes’owi i Rousseau[64]. Więcej jednak skorzystał z innej pracy Maritaina, notabene znacznie lepszej, poświęconej wielorakim typom ludzkiego poznania: Distinguer pour unir ou les degres du savoir. Z jednej strony obecne w tej pracy podejście Maritaina do filozofii św. Tomasza, z drugiej zaś do metafizyki zrobiły na Swieżawskim duże wrażenie. Utwierdziło to w nim przeświadczenie o wartości filozoficznej średniowiecznej myśli scholastycznej, ale przede wszystkim zrodziło w nim przekonanie o podstawowym znaczeniu metafizyki w filozofii. Rozdział tej książki zatytułowany Grandeur et misere de la metaphysiąue, a dotyczący nędzy i wielkości metafizyki, Swieżawski przez całe życie będzie uważał za jeden z najwspanialszych tekstów filozoficznych, jakie wydał wiek XX[65].

Gdy chodzi o o. Jacka Woronieckiego, to jego wpływ na Swieżawskiego był z pewnością nie mniej głęboki niż wpływ Maritaina, miał jednak nieco inny charakter. Woroniecki, w odróżnieniu od Maritaina, reprezentował, można chyba tak powiedzieć, konserwatywne podejście do św. Tomasza. Oficjalnie nie negował, że tomizm może być ulepszany, faktycznie jednak walczył z wszystkimi próbami jego unowocześniania. Był przekonany, że system filozoficzny św Tomasza to w zasadzie ostatni krok w rozwoju tzw „wieczystej filozofii”.

Swieżawski podziwiał o. J. Woronieckiego. Nie akceptował jednak w całości jego stanowiska w sprawie św. Tomasza. Przede wszystkim daleki był od myślenia w kategoriach „nawracania” współczesnej myśli filozoficznej i teologicznej na poglądy św. Tomasza. Obce było mu również ustawianie myśli św. Tomasza w totalnej opozycji wobec wszystkich kierunków, które nie były tomizmem. Podzielał natomiast pogląd o. Wronieckiego, że u św. Tomasza odnajdujemy po pierwsze właściwą metafizykę, która jest w stanie ustrzec nas przed niebezpieczeństwami współczesnej kultury, a po drugie poprawną interpretację relacji pomiędzy wiarą a filozofią, która powinna być od religii niezależna. „Kto wie – pisał Swieżawski w eseju Filar wiary – czy te głosy, które się nieraz słyszało, a które z lekkim przekąsem mówiły o o. Jacku: «to nie naukowiec, to myśliciel i popularyzator», czy te same głosy nie będą musiały kiedyś uznać, że o Woroniecki o wiele głębiej od nich przeniknął dzisiejszy kryzys nauki i dojrzał drogę wyjścia!”[66].

 

Wpływ Maritaina i o. Woronieckiego na Swieżawskiego jest nie do przecenienia. Tym niemniej to nie im Swieżawski będzie zawdzięczał zasadniczą orientację swojej filozofii. Głównym źródłem inspiracji okaże się dla niego inny tomista francuski E. Gilson. To jemu zawdzięczać będzie podstawowe intuicje, które nadadzą sens całemu jego dziełu.

Do pierwszego bezpośredniego kontaktu między Swieżawskim a Gilsonem doszło w roku akademickim 1929/30 w Paryżu. Wówczas to dwudziestotrzyletni Swieżawski zaczął uczęszczać na wykłady Gilsona prowadzone w College de France, a także na seminarium prowadzone w niedużym gronie. Wrażenie było ogromne. Od początku stało się jasne dla Swieżawskiego, że jeśli pozostanie przy filozofii, to jego praca musi być wykonywana według wzorca, który zaproponował Gilson. Gdy chodzi o lektury, to pierwszą pracą Gilsona, z którą zetknął się Swieżawski, były dwa tomiki wydanej w Collection Payot La philosophie au moyen age. Jednakże „prawdziwymi wyzwolinami” była dla niego – jak pisał – najpierw lektura wydanej w 1935 roku książki Le realisme methodiąue, a potem Duch filozofii średniowiecznej, Wprowadzenie do nauki św. Augustyna oraz Tomizm.

Co dokładnie zaczerpnął Swieżawski od Gilsona? Na pewno przejął od niego przekonanie, że dzięki postawie od początku opowiadającej się za realizmem możemy oddawać się refleksji filozoficznej nad rzeczywistością bez czekania na wynik rozstrzygnięcia sporu o prawomocność naszego poznania[67], a także myśl, że związek między historycznym następstwem rożnych filozofii a ich potencjałem filozoficznym nie może być ujmowany chronologicznie, albowiem nie jest prawdą, że poglądy późniejsze w czasie muszą być doskonalsze od wcześniejszych Ponadto nie ma wątpliwości, że wiele z tego, co głosił Gilson czy to na temat koncepcji filozofii (metafizyki i antropologii), czy programu badań historycznofilozoficznych, czy też odnowy chrześcijańskiej kultury intelektualnej, uważał Swieżawski (szczególnie we wczesnym okresie swojej twórczości) za odkrywcze i słuszne[68].

Oto, jak sam Swieżawski ujmował udział Gilsona we wczesnej fazie rozwoju swojego stylu filozofowania:

Po uzyskaniu doktoratu […] moje plany naukowo-badawcze i pisarskie nie były skrystalizowane. Studiowałem dalej pisma Szkota, coraz bardziej interesowałem się św. Tomaszem; myślałem też o habilitacji, którą proponował mi, kierujący [.] wówczas katedrą filozofii w Poznaniu, prof. Adam Żółtowski. Gdy nawiązałem znowu kontakt z Gilsonem, ten pytał mnie o mój program naukowy i życiowy, a gdy wspomniałem mu o zaproszeniu Żółtowskiego i poinformowałem Gilsona, że jest autorem studiów o Heglu, Kancie i Descartes’ie, ze zniecierpliwieniem zareplikował: „il n’en sortira jamais” (nigdy się już nie wyzwoli z tej tematyki)

[…]. Obok studiów tekstowych prowadziłem oczywiście systematyczne lektury, wśród których na naczelnym miejscu znajdowały się prace Gilsona […]. Moim właściwym mistrzem stawał się Etienne Gilson. Jego inspiracja zarysowywała się coraz wyraźniej w miarę krystalizowania się moich dalszych zamierzeń badawczych i pisarskich[69].

W ciągu pierwszych lat pracy dydaktycznej po roku 1945 przekonałem się, że chcąc uczciwie i sensownie nauczać historii filozofii średniowiecznej, nie mogę uczynić nic lepszego, jak oprzeć się przede wszystkim na dziele dokonanym przez Gilsona; zarówno w historii filozofii, jak i filozofii bytu należy kontynuować i rozwijać osiągnięcia, do których on doszedł i trzymać się wyznaczonej przez niego linii; w tym sensie uważałem się wówczas za gilsonistę[70] .

Czy wobec tego należy przyjąć, że koncepcja filozofii i historii filozofii Swieżawskiego to po prostu filozofia pochodząca od Gilsona? Uważam, że nie. Nie ulega wątpliwości, że myśl Swieżawskiego wyrasta w wielu swych punktach z inspiracji Gilsona, tym niemniej nie można jej uważać za prostą kontynuację Gilsonowskiego stylu myślenia. Wynika to po pierwsze, z odmienności stanowisk w kwestii tak ważnej dla Swieżawskiego, jak sprawa „filozofii chrześcijańskiej”. Gilson stał na stanowisku (do kwestii tej powrócimy jeszcze później), w myśl którego historycznie i systematycznie istniała i istnieje filozofia chrześcijańska. Objawienie chrześcijańskie wywarło wpływ na tę filozofię. Stanowiło jej element konstytutywny. Filozofia chrześcijańska widzi w Objawieniu konieczną pomoc dla rozumu. Gdyby nie spotkanie z chrześcijańskim Objawieniem, filozofia nigdy nie odkryłaby faktu stworzenia czy ludzkiej wolności Skoro istnieje czysta filozofia racjonalna, której istnienia nie da się wyjaśnić bez uwzględnienia religii chrześcijańskiej, to słusznie można ją nazwać filozofią chrześcijańską. Według Gilsona, wpływ Objawienia nie niszczy autonomii rozumu Nie przekształca też filozofii w teologię. Swieżawski tymczasem opowiadał się za pełną niezależnością filozofii od wiary i Objawienia Uważał, że filozofia nie jest wewnętrznie chrześcijańska ani niechrześcijańska. Objawienie chrześcijańskie stanowi wyłącznie zewnętrzne i negatywne kryterium pozafilozoficzne. Pewne tezy są dla filozofa ostrzeżeniem, jeżeli dochodzi do sprzecznych z nimi poglądów. Nie ma filozofii wewnętrznie chrześcijańskiej, mimo że chrześcijaństwo warunkuje filozofowanie kulturowe

Po drugie, zasadniczym celem Swieżawskiego było stworzenie czysto racjonalnej filozofii; filozofii, która korzysta wyłącznie ze źródeł właściwych dla poznania naturalnego. W tym względzie poglądy Swieżawskiego były zbieżne bardziej ze stanowiskiem szkoły lwowskiej, która kładła nacisk na wyraźne oddzielenie wiedzy od wiary, niż ze stanowiskiem, którego bronił Gilson[71]. Jeśli filozofia ma stać się podstawą odnowy chrześcijaństwa – uważał Swieżawski – to najlepszą drogą do tego jest filozofia, która zachowuje autonomię rozumu

Tyle o tomistach. Przejdźmy do ostatniego środowiska, w orbicie wpływów którego Swieżawski rozwijał swoją koncepcję filozofowania, a mianowicie do szkoły lubelskiej. Obok Swieżawskiego za głównych twórców filozoficznej szkoły lubelskiej uważa się Mieczysława Alberta Krąpca, Jerzego Kalinowskiego, Stanisława Kamińskiego, Mariana Kurdziałka, Karola Wojtyłę[72].

 

Trudno precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie, czym oddziałało środowisko szkoły lubelskiej na Swieżawskiego. W odróżnieniu od wpływu szkoły lwowskiej, Gilsona czy Maritaina na Swieżawskiego, który miał charakter bardziej nauczycielski, wpływ szkoły lubelskiej polegał na uczestnictwie we wspólnym programie badawczym. Na pewno na przykładzie szkoły lubelskiej Swieżawski uświadomił sobie istotę i wagę pracy zespołowej dla prowadzania i jakości badań filozoficznych. Jak wiele razy podkreślał, to właśnie „ta prawdziwa – a jakże rzadka! – unitas in varietate” była powodem wyjątkowości i sukcesu naukowego szkoły lubelskiej[73]. Nie ulega też wątpliwości, że to w ramach szkoły lubelskiej, w wyniku tego twórczego starcia się ze sobą systematyków z historykami, Swieżawski zdał sobie w pełni sprawę z jednej strony z powodów, dla których niepodobna uprawiać filozofii bez dogłębnej znajomości jej dziejów, z drugiej zaś strony z powodów, dla których najcenniejszym dziedzictwem nie tylko dla rozwoju jego własnej myśli, lecz dla rozwoju filozofii w ogóle, są idee zawarte w doktrynie św. Tomasza z Akwinu. Ponadto to w ramach szkoły lubelskiej sprecyzował podstawy swojej koncepcji historii filozofii, a także wypracował niebywale skuteczną metodę nauczania filozofii w ścisłym związku z historią filozofii i zgodną z zasadą, że uniwersytet to przede wszystkim instytucja służąca poszukiwaniu prawdy, której funkcja wychowawcza jest ściśle z tym poszukiwaniem związana[74].

Oto, co sam Swieżawski pisał na temat fenomenu szkoły lubelskiej i jej wpływu na jego myślenie:

[…] to właśnie wówczas w epoce najbardziej mrocznej, najtrudniejszej, epoce represji stalinowskich, gdy wielu starych profesorów było wyrzucanych z Uniwersytetu i należało ich zastąpić innymi, młodszymi, z powodu tych wszystkich okoliczności można było utworzyć w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, w na nowo otwartym Wydziale Filozofii, niewielką grupę rzeczywiście szczególną. Osobiście porównuję ją poniekąd do środowiska lwowskiego; nie potrafię powiedzieć, który z tych dwóch ośrodków był ważniejszy; naturalnie były one odmienne, ale z całą pewnością o podobnym znaczeniu.

Gdy chodzi o osoby, które się spotkały w tej małej grupie, grupie nieformalnej, funkcjonującej poza Radą Wydziału, należał do niej mianowicie nasz dziekan, Jerzy Kalinowski, wspaniały logik, filozof prawa, etyk. Ojciec Krąpiec, który był wówczas wschodzącą gwiazdą w dziedzinie filozofii, zwłaszcza – metafizyki. Ksiądz Karol Wojtyła, kapłan krakowski o nieprzeciętnym umyśle […], a następnie, do osób stanowiących nasz „zespół” lubelski, należał również […] ks. Stanisław Kamiński, świetny metodolog i logik, wreszcie dwaj historycy, to znaczy: ks. Kurdziałek, specjalista z zakresu filozofii średniowiecznej, i ja, również mediewista, szczególnie zainteresowany wiekiem XIII i XV.

Ośrodek, który stanowiliśmy, był przeniknięty duchem pluralizmu. Pomiędzy nami były głębokie różnice. Ale mieliśmy również pewne zasady fundamentalne, które uważaliśmy za niepodważalne. I tak pierwszą zasadą było przekonanie, że „wizytówką” uniwersytetu jest poziom prowadzonych badań naukowych. Drugą – iż centralną dyscypliną filozofii jest metafizyka. Naturalnie byliśmy przeciw irracjonalizmowi – jednakowoż racjonalizm winien być mitygowany intelektualizmem. Należy znać całą historię filozofii; nie można studiować tylko filozofii nowożytnej, albo tylko starożytnej czy średniowiecznej. Wszystko jest ważne, ponieważ w metafizyce lub antropologii filozoficznej prawdy, do których się dochodzi, są pozaczasowe. To, co mówił Platon lub Leibniz, to, co prawdziwe jest w nauczaniu nam współczesnych z zakresu tych dziedzin pozostanie na zawsze prawdziwe

Łączyły nas wymienione właśnie tezy, chociaż każdy z nas pozostawał sobą[75].

Tak wyglądają w głównych zarysach najważniejsze źródła, z których czerpał Swieżawski inspiracje podczas formowania własnych poglądów na temat filozofii i historii filozofii[76]. Patrząc z pewnej perspektywy, można powiedzieć, że to bogactwo, z którego czerpał, tworząc własną koncepcję filozofowania, miało co najmniej potrójny skutek. Po pierwsze, pozwoliło mu to uniknąć autorytatywnego stylu myślenia, w który wpadali nierzadko chrześcijańscy myśliciele, rozwijający swoje poglądy w odosobnieniu i w niezależności od wpływów świeckiej filozofii. Po drugie, pozwoliło mu to zrozumieć, że udane filozofowanie zakłada dialog, który powinien być podjęty z każdą autentyczną filozofią i który polegać musi na odszukiwaniu tego, co może wzbogacić nasze własne filozofowanie Po trzecie, uświadomiło mu to, że ahistoryczne uprawianie filozofii jest poważnym błędem i że jedynie znając z należytą jasnością filozofię w jej historycznym rozwoju, można odpowiedzialnie rozstrzygnąć, za którą z form filozofowania należy się opowiedzieć, a którą odrzucić i pominąć uczniem znakomitych lwowskich profesorów, ale moimi właściwymi mistrzami byli ci, których wiele lat później Ajdukiewicz nazwał «Ojcami Kościoła». Myślę tu na samym początku o wielkich benedyktynach, autorytetach w problematyce teologiczno-liturgicznej, i o Maritainie, w późniejszym zaś okresie o wielkich autorytetach filozofii średniowiecznej, zwłaszcza o Gilsonie” (S. Swieżawski, Wielki przełom, s. 90).

[1] Owe zespoły to Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Biblioteka Jagiellońska i Katolicki Uniwersytet Lubelski.

[2] S. Swieżawski, Czym jest filozofia, którą uprawiam?, „Znak” 31 (1977), nr 11-12, 1338.

[3] Myśl tę pięknie wyraził Swieżawski w znakomitym artykule Etos historyka filozofii. Pisał tam: „[…] historyk filozofii staje w jednym rzędzie z innymi uczonymi i twórcami kultury – z tymi wszystkimi, którzy są powołani do pilnowania źródeł kultury, aby nie wyschły i aby ich nie zdusiły w zarodku nadmiernie rozwijające się inne nurty badawcze i twórcze. Każda dziedzina nauki jest ważna; sytuacja staje się jednak groźna, gdy następuje zachwianie zasadniczej hierarchii i równowagi między naukami, gdy zalew studiów techniczno-praktycznych powoduje powolne umieranie nie tylko refleksji filozoficznej rozwijającej mądrość, ale całej bogatej i różnorodnej humanistyki kształtującej nieutylitarne i poszukujące głębi postawy ludzkie. Filozofowie i historycy są powołani, aby w tej sprawie bić na alarm; grozi nam bowiem, analogicznie do przyrodniczego, zupełne zdewastowanie środowiska duchowego. Obowiązkiem moralnym historyka filozofii – z racji dostępnej mu i rozciągającej się na stulecia perspektywy – jest owa straż przy źródłach; czuwanie, by nie «wycięto barbarzyńsko lasów» i aby życiodajne wody zasiliły wszystkie strumienie ożywiające terytoria naszych badań i twórczych osiągnięć” (S. Swieżawski, Etos historyka filozofii, [w:] tegoż, Istnienie i tajemnica, Lublin 1993, s. 256).

[4] J. Tischner, Tomizm bez mitologii, „Tygodnik Powszechny” 31 (1977), nr 17, s. 1, 2; tenże, Refleksje nad myśleniem i uczestnictwem, „Tygodnik Powszechny” 31 (1977), nr 49, s. 1, 2 .

[5] S. Swieżawski, Filozofia, teologia i duszpasterstwo, „Tygodnik Powszechny” 31 (1977), nr 13, s 1

[6] K. Tarnowski, Mistrz, „Kwartalnik Filozoficzny” 25 (1997), z. 1, s. 96.

[7] Zob. S. Swieżawski, La besoin de la metaphysiąue, „Fidelite et Ouverture” 1984, nr 68, s. 21-25.

[8] J. Czerkawski, Profesor Stefan Swieżawski, „Biuletyn Informacyjny KUL” 7 (1978), nr 1, s. 47.

[9] Ustawić żagle. Rozmowa prof. S. Swieżawskiego z A. Karoń-Ostrowską, [w:] Zapatrzenie. Rozmowy ze Stefanem Swieżawskim, rozmawiali A. Karoń-Ostrowska, Majewski, Z. Nosowski, Warszawa 2006, s. 37.

[10] S. Swieżawski, Zagadnienie historii filozofii, Warszawa 1966, s. 494.

[11] Tamże, s. 399.

[12] Por. M. Markowski, Swieżawski Stefan, [w:] Powszechna encyklopedia filozofii, t. 9, red. A. Maryniarczyk et al. , Lublin 2008, s. 278-280 .

[13] Zob. N. Hartmann, Der philosophische Gedanke und seine Geschichte, [w:] tegoż, Kleinere Schriften, Bd. 2: Abhandlungen zur Philosophie-Geschichte, Berlin 1957, s. 1-48; zob. też: S. Swieżawski, Zagadnienie historii filozofii, s. 389.

[14] J. Czerkawski, Lubelska szkoła filozoficzna na tle sytuacji filozofii w powojennej Polsce, „Roczniki Filozoficzne” 45 (1997), z. 1, s. 166 .

[15] S. Swieżawski, Przedmowa, [w:] J. J. Jadacki, Sławni Wilnianie filozofowie, Wilno 1994. Przy opracowywaniu życiorysu Swieżawskiego oraz niektórych aspektów jego koncepcji filozofii (Rozdział I) korzystałem częściowo z fragmentów moich wcześniejszych publikacji poświęconych Swieżawskiemu, zwłaszcza z wydanej razem z J. Czerkawskim książki Stefan Swieżawski. Osoba i dzieło, red. J. Czerkawski, P. Gut, Lublin 2006 .

[16] S. Swieżawski, Wielki przełom 1907-1945, Lublin 1989, s. 117 .

[17] Tamże, s. 9 .

[18] Według Zenona Kałuży „na głęboki wpływ o. Beauduina wskazuje wyraźnie chrystocentryzm liturgicznej religijności Stefana Swieżawskiego i jego przyjaciół” (Z. Kałuża, O Profesorze Stefanie Swieżawskim, „Przegląd Tomistyczny” 20 (2014), s. 266).

[19] S. Swieżawski, Wielki przełom, s. 119 .

[20] Profesor Jan Ptaśnik był innym typem uczonego niż Twardowski. Jak pisał Swieżawski: „był niejako anonimowym szafarzem skarbów wiedzy historycznej” (S. Swieżawski, Wielki przełom, s. 94). W zakresie studiów historycznych, oprócz wykładów prowadzonych przez samego Ptaśnika, był Swieżawski również uczestnikiem zajęć Olgierda Górki, Stanisława Zakrzewskiego, Adama Szelągowskiego, Konstantego Chylińskiego, Ryszarda Ganszyńca, Władysława Kotwicza, Zygmunta Smogorzewskiego, Władysława Podlachy.

[21] Zob. S. Swieżawski, Wielki przełom, s. 90-93.

[22] Tamże, s. 153. Sam Swieżawski nie ukrywał, że jego stosunek do Żydów przeszedł głęboką ewolucję. Pisał: „Mój początkowo negatywny stosunek do Żydów był dyktowany względami ekonomicznymi; na początku studiów wydawało mi się, że Żydzi są dla naszej gospodarki prawdziwym zagrożeniem. Z biegiem lat i u mnie osobiście, i w środowisku odrodzeniowym do głosu dochodziła coraz wyraźniej postawa wroga wobec wszelkich przejawów antysemityzmu. […] w szczegółowym programie pracy intelektualnej w «Odrodzeniu», jaki opracowałem w jesieni 1932, wśród dwunastu tematów dla sekcji narodowej, jeden dotyczył kwestii żydowskiej. Temat ten obejmował takie kwestie szczegółowe jak: kultura żydowska – jej cechy dodatnie i ujemne, rola Żydów w Polsce dawniej i dziś, pozytywna i negatywna, problem nawrócenia Żydów, bo Żydzi też mogą wejść i powinni do powszechnego organizmu Kościoła; dzieła jak Pax super Israel lub Amici Israel” (S. Swieżawski, Wielki przełom, s. 153-154). Szerzej na temat środowiska „Odrodzenia” zob. K. Turowski, „Odrodzenie”. Historia Stowarzyszenia Katolickiej Młodzieży Akademickiej, Warszawa 1987; tenże, Historia ruchu chrześcijańsko-demokratycznego w Polsce, t. 1 i 2, Warszawa 1989. Poza tym sporo informacji o „Odrodzeniu” znajduje się we wspomnieniach: I Sławińskiej, Szlakami moich wód…, Lublin 1998; S. Stommy, Trudne lekcje historii, Kraków 1998; C Strzeszewskiego, Na przełomie czasów. Moje wspomnienia, Lublin 1995;

  1. Zgorzelskiego, Przywołane z pamięci, Lublin 1995.

[23] Zdaniem ks. Mariana Kurdziałka, pobyt w Bibliotheque Nationale, a przede wszystkim badania w dziale średniowiecznych rękopisów, miały kluczowe znaczenie dla dalszych zainteresowań badawczo-naukowych Swieżawskiego. Pozwoliło mu to „przekonać się naocznie, jak mało wie się o średniowiecznym życiu umysłowym: spośród 10 000 zarejestrowanych tam kodeków pytko nieliczne zostały przebadane. […] Taki stan rzeczy działał na wyobraźnię początkującego historyka obietnicą pionierskiego przecierania szlaków, odkryć i tego, co się zwykło nazywać «wielką przygodą»” (M. Kurdziałek, Rzecznik Philosophiae Perennis, „Roczniki Filozoficzne” 16 (1968), z. 1, s. 7).

[24] W homilii pożegnalnej bp Bronisław Dembowski wskazał na „trzy wielkie miłości” Stefana Swieżawskiego: rodzina, szukanie prawdy i miłość do Kościoła. Pięknie o miłości Swieżawskiego do żony pisze w relacji z jego pogrzebu Janusz Poniewierski, Trzy miłości, „Znak” 2004, nr 7-8, s. 103-105.

[25] Jak wspominał uczeń Swieżawskiego Jan Czerkawski, początki biblioteki były skromne. „Profesor wspólnie z asystentami selekcjonował otrzymane z puli Wydziału książki. Przyjęty wówczas model biblioteki (chronologiczno-systemowy) przetrwał do dziś. Jeszcze do początku roku akademickiego 1976-77 przetrwały również stare regały, wykonane z niezbyt starannie wyheblowanych desek i pomalowane na trudny już do określenia kolor. Stwarzały one swoisty klimat biblioteki Zakładu, ożywiany kolorowymi paskami naklejanymi na książkach i sygnalizującymi ich przynależność do odpowiedniego działu. Regały te były bardzo solidnie wykonane i tylko dzięki temu wytrzymywały kolejne – poczynając od roku 1957 – wyjazdy zagraniczne Profesora, po których na adres Zakładu przychodziły olbrzymie paczki z książkami Listy książek były niezmiernie starannie przygotowywane na wiele miesięcy przed wyjazdem W ten sposób narastał warsztat pracy umożliwiający podejmowanie badań w kontakcie z literaturą międzynarodową, a przede wszystkim Zakład wzbogacał się w teksty źródłowe, stanowiące podstawę badań historycznofilozoficznych” (J. Czerkawski, Profesor Stefan Swieżawski, s. 47).

[26] M. Gogacz, Z dziejów historii filozofii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim 19181966, „Roczniki Filozoficzne” 16 (1968), z. 1, s. 185.

[27] J. Kalinowski, S. Swieżawski, Filozofia w dobie soboru, Warszawa 1995, s. 107 .

[28] J. Czerkawski, Profesor Stefan Swieżawski, s. 53 .

[29] M. A. Krąpiec, „Siatka metafizyczna” w studium historii filozofii, „Kwartalnik Filozoficzny” 25 (1997), z. 1, s. 63.

[30] Streszczenia rozpraw doktorskich, magisterskich i seminaryjnych pisanych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim pod kierunkiem Stefana Swieżawskiego (historia filozofii) i Alberta Krąpca (metafizyka). W wyborze, red. M. Gogacz, Poznań 1956, s. 10-11. Szerzej na temat kształtowania się zespołu seminaryjnego oraz jego poglądów piszą: M. Gogacz, Etapy rozwoju prac naukowych katedr i Zakładu Historii Filozofii KUL (1946-1964), „Zeszyty Naukowe KUL” 8 (1965), nr 3 (31), s. 33-34, 40-42; tenże, Z dziejów historii filozofii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim 1918-1966, s 177-190; K Wójcik, Zarys dziejów historii filozofii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, „Roczniki Filozoficzne” 17 (1969), z. 1, s. 171-208.

[31] S. Swieżawski, W nowej rzeczywistości 1945-1965, Lublin 1991, s. 180-182.

[32] Tamże, s. 181.

[33] Sam pomysł nie był czymś nowym. Jak wskazał ks. Stanisław Janeczek już w latach dwudziestych XX w. Konstanty Michalski i Aleksander Birkenmajer planowali podjęcie działalności badawczej „w odniesieniu do edycji rękopiśmiennych tekstów średniowiecznych, w formie Corpus Philosophorum Medii Aevii” (S. Janeczek, Stefan Swieżawski jako filozof i historyk filozofii, „Acta Mediaevalia” 20 (2007), s. 28). Zob. też: M. Markowski, Konstanty Michalski projektodawcą „Aristoteles Latinus”, [w:] Poglądy filozoficzne Konstantego Michalskiego, red. C. Głombik, Katowice 1999, s. 52-66 .

[34] Na temat powstania Pracowni, a potem Zakładu Historii Filozofii Starożytnej i Średniowiecznej, por. Adam Schaff, Moje spotkania z nauką polską, Warszawa 1997, s. 77. Zob. też: S. Janeczek, Stefan Swieżawski jako filozof i historyk filozofii, s. 28-29. Janeczek zwraca uwagę, że na temat powstania Zakładu Historii Filozofii Starożytnej i Współczesnej PAN „narosło wiele nieporozumień”. Przede wszystkim chodzi o to, że zarówno A. Schaff, jak i uczniowie Legowicza zwykle pomniejszali rolę Swieżawskiego, gdy w istocie był on nie tylko pomysłodawcą całego przedsięwzięcia, lecz także stałym i głównym jego uczestnikiem. Na temat zakresu prac realizowanych w Zakładzie Historii Filozofii Starożytnej i Współczesnej PAN i ich logiki zob. S. Swieżawski, Z problematyki metodologicznej badań filozofii XV w., „Roczniki Filozoficzne” 13 (1965), z. 1, s. 45-60.

[35] Zob. P. Gutowski, Stefan Swieżawski wobec Soboru Watykańskiego II, „Ethos” 25 (2012), nr 4, s. 243-261. Zob. M. Jaworski, Nova et Vetera. „Przedsoborowa” społecznego i relacji międzykulturowych – historyczne rozpoznania ideowe więzi i edukacyjne postulaty Stefana Swieżawskiego, [w:] Idea i światopogląd. Z badań nad historią filozofii polskiej i jej okolicami. Tom dedykowany profesorowi Stanisławowi Pierogowi, red. T. Herbich, W. Rymkiewicz, A. Wawrzynowicz, Warszawa 2018, s. 303-335. Należy jeszcze zaznaczyć, że postulatu powrotu do idei jagiellońskich nie łączył Swieżawski z koncepcją powrotu do średniowiecznej christianitas. Uważał, że powyższa koncepcja straciła już swoją aktualność. Zgodnie bowiem z chrześcijańską myślą społeczną porządek doczesny jest autonomiczny i co więcej, jest z natury swojej pluralistyczny (zob Stefan Swieżawski o znakach czasu, [w:] Rozmowy na koniec wieku, prowadzą K. Janowska i P. Mucharski, Kraków 1997, s. 87). Wolność w filozofii (Liberte en philosophie). Z profesorem Stefanem Swieżawskim rozmawia ks. dr R. J. Weksler-Waszkinel, „Kwartalnik Filozoficzny” 25 (1997), z. 1, s. 21.

[37] S. Swieżawski, Swoistość uniwersytetów wyznaniowych, [w:] tegoż, Człowiek i tajemnica, Kraków 1978, s. 160-176.

[38] Zob. tenże, O roli, jaką chrześcijaństwo wyznacza filozofii, [w:] tegoż, Dobro i tajemnica, Warszawa 1995, s. 29-45.

[39] Często w swoich wypowiedziach sięgał po maksymę Alberta z Saksonii (1316-1390), profesora uniwersytetu paryskiego i pierwszego rektora uniwersytetu w Wiedniu: „[…] omnibus conformari et se ipsum non deformare (do wszystkich się dostosować, a siebie nie zniekształcić). Wtedy nie budujemy «murów» duchowych odgradzających nas od innych, lecz – wręcz przeciwnie – przerzucamy mosty ku innym, aby ich poznać, zrozumieć i znaleźć teren porozumienia” (S. Swieżawski, O właściwe rozumienie tolerancji, „Znak” 45 (1993), nr 6, s. 6).

[40] K. Tarnowski, Mistrz, s. 95-98.

[41] W. Stróżewski, Przemówienie Dziekana Wydziału Filozoficzno-Historycznego podczas uroczystości nadania tytułu Doktora Honoris Causa Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Stefanowi Swieżawskiemu, „Kwartalnik Filozoficzny” 25 (1997), z. 1, s. 28.

[42] Tamże, s. 29 .

[43] Profesor Stefan Swieżawski, http://www.bu.kul.pl/stefan-swiezawski-1907-2004-sylwetka,art_ii226.html (dostęp: 15.01.2020).

[44] J. Czerkawski, Profesor Stefan Swieżawski, s. 53 .

[45] Profesor Stefan Swieżawski, http://www.bu.kul.pl/stefan-swiezawski-1907-2004-sylwetka,art_11226.html (dostęp: 15.01.2020).

[46] E. I. Zieliński, Mistrz i nauczyciel [o prof. Stefanie Swieżawskim], „Kwartalnik Filozoficzny” 25 (1997), z. 1, s. 111.

[47] M. Markowski, Pod wspólnym dachem, „Kwartalnik Filozoficzny” 25 (1997), z. 1, s. 81 .

[48] Tamże.

[49] J. Czerkawski, Profesor Stefan Swieżawski, s. 53 .

[50] Profesor Stefan Swieżawski, http://www.bu.kul.pl/stefan-swiezawski-1907-2004-sylwetka,art_ii226.html (dostęp: 15.01.2020).

[51] Szerzej na ten temat pisze M. Rembierz, Dialogus inter philosophum et christianum. Dorobek Szkoły Lwowsko-Warszawskiej w rozprawach i wspomnieniach Stefana Swieżawskiego, [w:] Polska filozofia analityczna. W kręgu Szkoły Lwowsko-Warszawskiej, zebr. R. Jadczak, red. W. Tyburski, R. Wiśniewski, Toruń 1999, s. 217-268.

[52] Warto przy tej okazji odnotować, że Swieżawski nie był jedynym wychowankiem szkoły lwowsko-warszawskiej na KUL-u. Wśród pierwszych wykładowców Wydziału Filozoficznego KUL był również ks. Antoni Korcik, uczeń Jana Łukasiewicza (w Warszawie). Poza tym jak pisał A. B. Stępień „obecność dorobku szkoły lwowsko-warszawskiej była żywa w działalności ks. Stanisława Kamińskiego, który pozostawał w kontaktach naukowych m. in. z Kazimierzem Ajdukiewiczem, J. Słupeckim, A. Mostowskim, T. Czeżowskim”. Do dorobku tej szkoły nawiązywał również Ludwig Borkowski (który swoje studia rozpoczął we Lwowie). Poza tym filozofia na KUL miała stały kontakt z prof. I. Dąmbską. „Mimo licznych różnic – pisał dalej Stępień – między charakterem obu szkół, również szkołę lubelską znamionuje dbałość o pogłębioną samoświadomość metodologiczną i odpowiednio rozległą i źródłową wiedzę historyczną. Lektura prac przedstawicieli szkoły lwowsko-warszawskiej odegrała i odgrywa ważną rolę w kształtowaniu naszych studentów, ich sprawności i ich wiedzy metodologicznej” (A. B. Stępień, Studia i szkice filozoficzne, t. 2, przygot. do wyd. A. Gut, Lublin 2001, s. 189).

[53] „Uderzający był w Szkole Kazimierza Twardowskiego klimat niezwykłej dyscypliny, intensywnej pracy i potężnego wysiłku intelektualnego – połączony z nastrojem wielkiej powagi i poczuciem wielkiej godności filozofii” (S. Swieżawski, O szkole lwowskowarszawskiej, [w:] tegoż, Dobro i tajemnica, s. 240). Zob. też: J. Woleński, Filozoficzna szkoła lwowsko-warszawska, Warszawa 1985.

[54] Zob. S. Swieżawski, Wspomnienie o profesorze Ajdukiewiczu, [w:] tegoż, Człowiek i tajemnica, s. 192.

[55] S. Swieżawski, Wielki przełom, s. 90.

[56] Wolność w filozofii (Liberte en philosophie), s. 14.

[57] S. Swieżawski, Owoce kontemplacji przekazywać innym, [w:] Rozmowy o filozofii, red. A. Zieliński, M. Bagiński, J. Wojtysiak, Lublin 1996, s. 17.

[58] Swieżawski pisał: „Już od samego początku mych studiów zdawałem sobie sprawę doskonale, że moje właściwe zainteresowania, moja powoli wzrastająca erudycja wynikająca z lektur i badań wyposażają mnie w wiedzę, która ma niewiele wspólnego z tym, co w środowiskach uniwersyteckich uchodzi za fundamentalny zrąb kultury filozoficznej. Gdy moi koledzy wgłębiali się w szczegółowe lektury Kanta, Bergsona, Macha, Husserla, Russella – i nie mieli żadnego pojęcia o myślicielach średniowiecznych – ja z zamiłowaniem i zapałem czytałem (poza obowiązkowymi lekturami) właśnie to, co pozwalało mi coraz lepiej poznawać świat myśli łacińskiego średniowiecza” (S. Swieżawski, Wielki przełom, s. 93-94).

[59] Gwoli ścisłości należy tu dodać, że wbrew temu, co twierdzi Swieżawski, w szkole lwowsko-warszawskiej realizacja hasła unaukowienia filozofii nie oznaczała „eliminacji wszelkiej problematyki metafizycznej jako bezsensownej i sprowadzania filozofii do logicznej analizy języka nauki, lecz jedynie konieczność precyzacji zagadnień filozoficznych i drobiazgowego roztrząsania ich rozwiązań w sposób możliwie jak

najbardziej niezależny od takiego czy innego światopoglądu” (T. Szubka, Filozofia analityczna. Koncepcje, metody, ograniczenia, Wrocław 2009, s. 72).

[60] „Mimo wywodzącej się od Brentany i utrzymywanej przez Twardowskiego tradycji filozofowania wysoko oceniającej filozofię Arystotelesa i jej kontynuuję scholastyczną, zwłaszcza u Tomasza z Akwinu, atmosfera w Szkole Lwowskiej nie była przychylna dla filozoficznej mediewistyki. Filozofię średniowieczną oceniano jako konfesyjnie ukierunkowane myślenie ideologiczne. Niejednokrotnie słyszałem gorzkie i ostre uwagi na temat tego, że filozofia «konfesyjna» przestaje być filozofią – i nie raz było mi trudno utrzymać się w środowisku, które bardzo wysoko ceniłem, pozostając wierny mym zamiłowaniom naukowym i przekonaniom światopoglądowym” (S. Swieżawski, Wspomnienie o profesorze Ajdukiewiczu, [w:] tegoż, Człowiek i tajemnica, s. 19l).

[61] Tu ponownie opinia Swieżawskiego jest nazbyt jednostronna. Jak pisał Jan Woleński, nawet ci przedstawiciele szkoły lwowsko-warszawskiej, którzy „nie traktowali historii filozofii jako swojej zasadniczej specjalności, byli na tyle kompetentnymi historykami, że pisali ważne i interesujące prace historyczno-filozoficzne”. I nie było to w żadnym razie dziełem przypadku. Zdaniem Woleńskiego „Znawstwo i podkreślanie roli historii filozofii może być uznane za szczególne znamię szkoły lwowsko-warszawskiej, wyróżniające ją spośród innych szkół filozoficznych, zwłaszcza skłonnych do analitycznego rozumienia filozofii” (J. Woleński, Filozoficzna szkoła lwowsko-warszawska, s. 32-33).

[62] Zob. Rozmowy o filozofii. Chrześcijaństwo, filozofia i kontemplacja. Z profesorem Stefanem Swieżawskim rozmawiają Karol Tarnowski i Henryk Woźniakowski, „Znak” 40 (1988), nr 12, s. 4.

[63] K. Twardowski, Dzienniki, cz. 2: 1928-1936, red. R. Jadczak, Warszawa 1997, s. 348349. Podzielam tu pogląd M. Rembierza, że notatka z Dzienników Twardowskiego nie powinna być uważana ani za podsumowanie „związków Swieżawskiego ze szkołą Twardowskiego”, ani też za „właściwy wyraz ich osobliwego charakteru”, ponieważ nie miały one w żadnym razie postaci „napastliwych polemik”. Według Rembierza, historia relacji Swieżawski – szkoła lwowska „uwidacznia, jak przenikanie się różnych punktów widzenia i wzajemne inspirowanie się w rozpoznawaniu problemów, służy wypracowywaniu nowych, intelektualnych wartości, które dynamizują życie filozoficzne w Polsce” (M. Rembierz, Dialogus inter philosophum et christianum. Dorobek Szkoły Lwowsko-Warszawskiej w rozprawach i wspomnieniach Stefana Swieżawskiego, s. 220). Nieco inaczej widzi tę sprawę ks. Stanisław Janeczek. Jego zdaniem niechęć przedstawicieli szkoły lwowsko-warszawskiej do angażowania się w kwestie światopoglądowe nie wynika jedynie z ostrożności czy rygorystycznego przestrzegania różnicy między filozofią i światopoglądem, filozofią i wiarą, lecz podyktowana była programową niechęcią wobec religii (S. Janeczek, Stefan Swieżawski jako filozof i historyk filozofii, s. 23). Szerzej na temat stosunku szkoły lwowsko-warszawskiej do innych orientacji filozoficznych zob. S. Borzym, Krytycy szkoły lwowsko-warszawskiej, [w:] tegoż, Panorama polskiej myśli filozoficznej, Warszawa 1993, s. 231-255. Interesujące jest to, że sam Swieżawski w niektórych swoich wypowiedziach zwracał uwagę, że opinia „jakoby Szkoła Lwowsko-Warszawska była formacją areligijną, jest zbyt uproszczona i jednostronna. Kazimierz Twardowski nie był człowiekiem areligijnym, nie był ateistą, ani przeciwnikiem religii. Nie przyjmował tylko pewnej postawy klerykalnej i pewnej ciasnej konfesyjności. Podobnie na podstawie licznych rozmów z Kazimierzem Ajdukiewiczem mam prawo sądzić, że problematyka religijna i jego głęboko nurtowała. Gdyby to były czasy po Vaticanum secundum, to by to wszystko zapewne inaczej wyglądało…” (S. Swieżawski, O szkole lwowsko-warszawskiej, [w:] tegoż, Dobro i tajemnica, s. 241).

[64] Owocem lektury był referat, który wygłosił Swieżawski na posiedzeniu Koła Filozoficznego studentów filozofii O metodzie epistemologicznej św. Tomasza i Descartes’a. Referat został krytycznie i surowo oceniony przez Ajdukiewicza, ówczesnego kurato-

ra Koła (zob. S. Swieżawski, Maritainowi dług wdzięczności, [w:] tegoż, Przebłyski nadchodzącej epoki, Warszawa 1998, s. 140).

[65] Zob. S. Swieżawski, Maritainowi dług wdzięczności, [w:] tegoż, Przebłyski nadchodzącej epoki, s. 148.

[66] Tenże, Filar wiary, [w:] tegoż, Przebłyski nadchodzącej epoki, s. 241.

[67] Zob. tenże, Moja droga poszukiwania prawdy, [w:] tegoż, Istnienie i tajemnica, s. 9.

[68] Zob. tenże, Dzieje filozofii europejskiej w XV wieku, t. 4: Bóg, Warszawa 1979, s. 13 .

[69] Tenże, Opoka mądrości. Pamięci Etienne Gilsona – jako wyraz czci i miłości, [w:] tegoż, Przebłyski nadchodzącej epoki, Warszawa 1998, s. 56.

[70] Tenże, W nowej rzeczywistości, s. 241-242.

[71] Podobny pogląd w tej sprawie głosi J. Czerkawski. Jego zdaniem za wyraz „kontynuacji tomizmu gilsonowskiego można ewentualnie uznać książkę Swieżawskiego Święty Tomasz na nowo odczytany. Nie jest to jednak pozycja kluczowa w dorobku filozoficznym Swieżawskiego” (J. Czerkawski, Lubelska szkoła filozoficzna na tle sytuacji filozofii w powojennej Polsce, s. 182-184).

[72] Jako pierwszy nazwy „szkoła lubelska” użył najprawdopodobniej Jerzy Kalinowski lub ks. Kazimierz Kłósak. Nazwa ta od przeszło pięćdziesięciu lat występuje w publikacjach omawiających filozofię uprawianą na KUL-u. Zob. A. B. Stępień, O stanie filozofii tomistycznej w Polsce, [w:] W nurcie zagadnień posoborowych, t. 2, red. B. Bejze, Warszawa 1968, s. 97-126; tenże, Filozofia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (1918-1968), „Znak” 20 (1968), nr 9, s. 1195-1213; M. Gogacz, Filozofia chrześcijańska w Polsce Odrodzonej (1918-1968), „Studia Philosophiae Christianae” 5 (1969), nr 2, s. 49-77; tenże, Tomizm w polskich środowiskach uniwersyteckich XX wieku,

[w:] Studia z dziejów myśli świętego Tomasza z Akwinu, red. S. Swieżawski, J. Czerkawski, Lublin 1978, s. 335-350; tenże, W kręgu filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, „Życie i Myśl” 19 (1978), nr 11, s. 21-72; W. Chudy, Filozofia polska po II wojnie światowej (szkic), „Studia Philosophiae Christianae” 21 (1985), nr 1, s. 129141; A. B. Stępień, Rola ks. prof. S. Kamińskiego (1919-1986) w rozwoju środowiska filozoficznego KUL, [w:] Zadania filozofii we współczesnej kulturze, red. Z. J. Zdybicka, Lublin 1992, s. 81-89; A. B. Stępień, O dorobku badawczym Wydziału Filozofii, „Przegląd Uniwersytecki” 6 (1994), nr 3, s. 10-11; J. Czerkawski, Lubelska szkoła filozoficzna na tle sytuacji filozofii w powojennej Polsce, s. 166-190; S. Janeczek, Filozofia na KUL-u. Nurty – osoby – idee, Lublin 1998. Por. też: tenże, Lubelska Szkoła

Filozofii Klasycznej, „Idea. Studia nad Strukturą i Rozwojem Pojęć Filozoficznych” 18 (2006), s. 143-159.

[73] S. Swieżawski, Początki Wydziału Filozoficznego na KUL, [w:] tegoż, Przebłyski nadchodzącej epoki, s. 296.

[74] Antoni Bazyli Stępień jest zdania, że szkołę lubelską należy charakteryzować z czterech stron, tj. „1. od strony tego, co wspólne w treści tez […]; 2. od strony programu i sposobu nauczania, organizacji studiów filozoficznych; 3. od strony powiązań genetyczno-personalnych; 4. od strony charakteru publikacji” (A. B. Stępień, Rola ks. prof. S. Kamińskiego (1919-1986) w rozwoju środowiska filozoficznego KUL, s. 81-89).

[75] Wolność w filozofii (Liberte en philosophie), s. 16. To przyrównanie przez Swieżawskiego szkoły lubelskiej do „środowiska lwowskiego”, które Swieżawski znał dobrze, nie wydaje się nadużyciem. Także współcześni znawcy filozofii polskiej są zdania, że środowisko kulowskie Wydziału Filozofii „jako jedyne bodaj pośród polskich ośrodków myśli filozoficznej drugiej połowy XX wieku zasługuje na miano szkoły filozoficznej w pełnym tego słowa znaczeniu, której analogii szukać można jedynie w zainicjowanej przez Kazimierza Twardowskiego filozoficznej szkole lwowsko-warszawskiej” (M. Tyl, Filozofia – historia – historia filozofii. Filozoficzne konteksty polskiej historiografii filozofii XX wieku, Katowice 2012, s. 311).

[76] Trudno byłoby odpowiedzieć, które z tych środowisk miało najgłębszy wpływ na uformowanie się umysłu Swieżawskiego Sam Swieżawski był świadom tej trudności. Na przykład w pierwszym tomie swoich wspomnień pisał: „Byłem niewątpliwie